29 grudnia 2016

Ślady XII

Kochani, 
po przeszło pół roku, zamieszczam wreszcie rozdział Śladów. Tak bardzo brakuje mi czasu na pisanie, że aż nie wiem jak podzielić go między tworzone historię. Noszę się z zamiarem zastosowania takiego samego zabiegu jak przy SimK, czyli powstrzymania się przed publikacją kolejnych części, aż do ukończenia "Co nam się zdarzyło". Wybieram Cns, bo tam jest najbliżej do końca, ale jak pomyślę o pozostawieniu Śladów i Iluzjonistów na minimum pół roku, to jest mi ogromnie smutno, bo bardzo lubię te historie :(

Niezależnie od wszystkiego dziękuje wszystkim tym, którzy cierpliwie czekają i zapraszam Was na dwunasty rozdział Śladów.


Rozdział XII


***
Hermiona stała przy oknie hotelowego pokoju, który dzieliła z Draco. Promienie letniego słońca rozświetlały jej włosy, tworząc aureolę wokół twarzy. W oddali widać było zbliżające się chmury. – Będzie padać – pomyślała mimo woli. Gdyby nie niepokój w jej oczach, wyglądałaby na zrelaksowaną. Odwróciła się od okna, a na jej twarzy widniało zdecydowanie. Podjęła decyzję.
  – Malfoy…pst…Malfoy! – głos Hermiony był niecierpliwy.
– Jak chciałaś popatrzeć, wystarczyło powiedzieć – powiedział Draco uchylając drzwi łazienki. Hermiona zaczerwieniła się lekko widząc na wpół nagiego współtowarzysza, ale postanowiła nie skomentować jego uwagi.
– Myślisz, że moglibyśmy porozmawiać nim wypijemy dzisiejszą porcję eliksiru? – powiedziała patrząc gdzieś ponad jego głowę. –  Źle mi się po nim myśli i do chwili aż zaczynam kontrolować swoje odruchy, mija zbyt dużo czasu.
– Proponowałem żebyśmy go już nie pili, ale ty się uparłaś ­– Draco patrzył na nią, równocześnie wycierając małym ręcznikiem swoje włosy. Hermiona wszystkimi siłami próbowała się skupić na ciemnym punkcie zdobiącym płytki hotelowej łazienki, jednak spływające powoli krople, które znaczyły drogę na ciele mężczyzny, skutecznie jej to uniemożliwiały.
– Tak wiem i nadal uważam, że aby nie wzbudzać podejrzeń, powinniśmy przez większość dnia być pod jego wpływem…
– Mów za siebie – mruknął Draco odwracając się w stronę umywalki. Mokry ręcznik rozwiesił na kaloryferze i nie zwracając uwagi na skrępowaną Hermionę, która niepewnie zbliżyła się do niego, zaczął nakładać na twarz piankę do golenia. – Nie miałbym problemu w dalszym udawaniu Mateusza. Wystarczy że trochę pośpiewam, a mam przecież cudny głos oraz nienaganną aparycję, i będę udawał napalonego na twoje wdzięki szczeniaka – tego nawet nie muszę udawać – mruknął przyciągając ją delikatnie do siebie i pocałował w szyję, brudząc ją nieznacznie białą pianą. Hermiona odskoczyła od Draco pąsowa na twarzy. Nadal nie umiała przyzwyczaić się do jego bliskości. Gdy była pod wpływem eliksiru, jej świadomość opanowywały emocje, które w takich chwilach odczuwała Aneta, patrzyła na Mateusza jej oczami i z zaskakującą przyjemnością przyjmowała wszelkie objawy czułości, ale na trzeźwo to nadal był Malfoy, który do niedawna pozostawał jej pacjentem, a wcześniej... No nieważne. Od czasu szybkiej zmiany miejsca pobytu, czuła się trochę oszołomiona. Nocami śniły jej się koszmary o Malfoyach przeplatane erotycznymi scenami z Draco w roli głównej. Za dnia starała się skupić na powieści, którą pisała w imieniu Anety, a w wolniejszych chwilach wracała do pacjentów, którzy zostali w podejrzanej placówce. Miała zamiar zainteresować tą sprawą Lunę i Neville’a gdy tylko nadarzy się ku temu okazja. – Daj spokój, przecież tylko żartuję. Będzie jak sobie życzysz. O czym chciałaś porozmawiać?
– A możemy nie tutaj? – Hermiona  nerwowo przygryzła wargę.
– A dlaczego? – zapytał Draco, kompletnie nie rozumiejąc jej wycofania. Do tej pory to ona była szefem. Przez te kilkanaście tygodni, które ze sobą spędzili, Hermiona dała się poznać jako osoba zdecydowana, na której zawsze można polegać. Draco wiedział, że to głównie te cechy go do niej przekonały w chwili, gdy nikomu nie śmiał zaufać. Granger się nie poddawała i nigdy nie zapomni jej tego, co dla niego zrobiła, pomimo faktu, że był tym, kim był. Oczywiście moment zauroczenia jej osobą już dawno minął. Fascynacja przerodziła się w coś, czego Malfoy nie potrafił nazwać. Niepokoiło go swoje przywiązanie do Gryfonki, jednak nie mógł nic poradzić na to, że wiele by dał za możliwość poznania jej w innych okolicznościach. Mieli ze sobą spędzić jeszcze kilka dni. Coraz częściej łapał się na tym, że boi się momentu rozstania i nawet wizja wspólnej pracy w Hogwarcie, nie była mu tego w stanie wynagrodzić. Hermiona uzależniała jak najlepszy narkotyk i choć Draco nie chciał tego przyznać, ciągle było mu jej mało.
– Myślę, że to ważne. Chodźmy na spacer – Hermiona zniżyła głos do szeptu.
– Nie wydaje ci się, że ktoś nas zauważy? ­– Draco rozejrzał się, szukając powodu jej dziwnego zachowania, jednak nic nie rzuciło mu się w oczy, poza cudownie opaloną skórą Hermiony. Dziwnie było patrzeć na nią i wiedzieć, że choć za kilka godzin będzie ją dotykał i całował jako Mateusz, to ona nigdy nie będzie jego. ­– Nie chcesz pić eliksiru zmieniającego nas w dwójkę mugoli, a różdżką nie osiągniesz takiego samego efektu. Jest gorąco, więc nie ukryjemy się pod szalikiem. Chyba, że masz pelerynę niewidkę.
Hermiona uśmiechnęła się nieznacznie i wróciła do sypialni. Spod łóżka wyciągnęła obszerną walizkę. Poszperała w jej licznych kieszeniach i wyjęła sporej wielkości butelkę z błotnistym płynem.
– Poznajesz? – zapytała się, podnosząc ją z wyrazem triumfu na twarzy i patrząc na Draco, który z niedokładnie ogoloną twarzą znalazł się tuż za nią. Czuła zapach jego skóry połączony z jakąś egzotyczną wonią żelu pod prysznic jakiego używał i od tej mieszanki delikatnie kręciło jej się w głowie.
– Skąd masz eliksir wielosokowy? – zdziwił się Malfoy, biorąc od niej buteleczkę i patrząc na nią z podziwem. Wspomnienia napłynęły nie czekając na zaproszenie. Nadal nie mógł się przyzwyczaić do nagłych fal powracającej pamięci.
– Zwędziłam Harry’emu – wyszczerzyła się Hermiona, próbując ukryć stan pobudzenia w jakim się niespodziewanie znalazła. – Czułam, że może się przydać.
– Jak tak ciebie słucham, to zastanawiam się, jak Potterowi udało się zostać Aurorem – roześmiał się Draco.
– Nie doceniasz moich zdolności – Hermiona puściła mu oczko i odwróciła się w stronę okna. Czuła, że powinna ochłonąć.
– No tak, mogłem się domyślić. Ale nadal nie mamy włosów – powiedział Draco, walcząc z ochotą by objąć ją w pasie i zacząć całować. Tak bardzo chciałby się do niej zbliżyć, ale nie jako Mateusz, nie w skórze tego dziwacznego mugola, tylko jako Draco – Ślizgon z krwi i kości. Móc obserwować jak jej źrenice rosną ze zdziwienia, czarne i okrągłe. Chciałby móc dotknąć jej naprężonej z podniecenia skóry, móc całować oczekujące pieszczoty piersi. Zdawał sobie sprawę, że jeszcze żadna kobieta tak na niego nie działała i bardzo go to frustrowało.
– Ja mam – Hermiona wyciągnęła z kieszeni dżinsowych spodenek dwie foliowe torebki, w których tajemniczo połyskiwały znajome włosy.
– No dobra, wchodzę w to – stwierdził Draco, licząc w duchu, że Hermiona zaaferowana całą sytuacją z eliksirem wieloskokowym, nie zauważy wypukłości pod ręcznikiem opasającym jego biodra – ale błagam, nie pomyl się, bo mimo iż lubię niektóre kobiece krągłości, to nie chciałbym ich osobiście posiadać.
– Boisz się, że stałbyś się obiektem podrywu napalonych samców? – roześmiała się Hermiona, ale widząc blednącą twarz Draco, dała spokój. Wzięła dwie szklanki, przelała do nich zawartość butelki i włożyła do każdego naczynia jeden włos. Napój przeznaczony dla Malfoya przybrał odcień ciemnego amarantu, natomiast płyn Hermiony stał się bardziej fiołkowo-niebieski. – Artyści – westchnęła Hermiona i wypiła duszkiem swoją porcję. Draco, upewniwszy się, że Granger nie zmienia się w przystojnego faceta, wziął łyk ze swojej szklanki, a potem zamykając oczy, wypił resztę. Złapał się za brzuch i czując skręcające się z bólu wnętrzności upadł na podłogę. Hermiona z trudem trzymała się na nogach, czując jak połknięty płyn pali ją od środka. Nie znosiła tego uczucia, ale teraz było ono wielce otrzeźwiające.

***
            Piętnaście minut później, Draco i Hermiona zniknęli wśród malowniczych uliczek Krakowa. Idąc pod rękę, wyglądali jak typowa para turystów, rozglądająca się za ciekawymi pamiątkami i z niepokojem zerkająca na coraz bardziej zachmurzone niebo.
– O czym chciałaś porozmawiać? Wyszliśmy tak szybko, że nie zdążyłem ułożyć włosów – roześmiał się Draco.
Hermiona radośnie chichocząc, ciągnęła go za rękę przez labirynt brukowanych uliczek. Czuł, że w skórze Anety jest o wiele swobodniejsza. Jej radosny nastrój udzielił się i jemu. Będąc z Hermioną, czuł się naprawdę wolny i bezpieczny.
– Uważaj, bo uwierzę, że jesteś taką laleczką – śmiała się Granger, przystając co chwilę, co pozwalało mu znajdować pretekst, by przyciągać ją do siebie i całować w zadarty czubek nosa. Hermiona nie wzbraniała się przed tymi małymi czułościami, uważając, że przez to są bardziej wiarygodni, choć w głębi serca po prostu się jej podobał sposób w jaki Draco ją traktuje. W takich chwilach zagłuszała śmiechem swój głos rozsądku, przekonując samą siebie, że po to tu przyjechali – by udawać.
–  Ale nie traćmy czasu – powiedziała, przystając pod markizą jakiejś lodziarni. Mamy niespełna godzinę. Czy tobie nie wydaje się, że ten Karol, zachowuje się jakoś dziwnie?
Malfoy zamyślił się i samo to potwierdziło obawy Hermiony. Gdyby Draco od razu odrzucił jej podejrzenia, byłaby w stanie uwierzyć, że ma paranoję.
– Ciężko mi się do tego odnieść, bo nie znam tego człowieka, ale czuję, że Mateusz darzy go zaufaniem – powiedział ostrożnie, obejmując ją w pasie i rozglądając ukradkiem dookoła. „Chce mnie chronić” – pomyślała z czułością Hermiona. – „ Nie ma różdżki, nie ma pieniędzy, nie jest nawet w pełni sobą, a mimo to czuje się za mnie odpowiedzialny”.
– Ja nie o tym, Draco. Jesteś pewien, że nasz Karol to ten sam Karol, który towarzyszy im?
– Podejrzewasz, że mamy ogon? – Draco błyskawicznie zrozumiał o co jej chodzi i jeszcze bardziej zdecydowanie przyciągnął ją blisko siebie. Nie darowałby sobie, gdyby z jego powodu znalazła się w niebezpieczeństwie. „ Przecież właśnie dlatego tu jest, głupku.” – warknęło jego aleter ego, ale Draco je zignorował.
– Wcale bym się nie zdziwiła. Harry jest zbyt opiekuńczy, by puścić nas całkowicie samych. Od początku mi to nie pasowało. Tylko jak sprawdzimy kto jest kim? – Hermiona czuła się bezpiecznie w ramionach Draco, który tym razem tulił ją mocno do siebie. W jednej chwili zdała sobie sprawę, że on nadal się boi. Nawet jeżeli starał się być zdecydowany, to Stach go obezwładniał. Nie wiedziała, czemu przyjęła, że Malfoy pozbył się wszelkich problemów, skoro odzyskał pamięć. Przecież właśnie z jej powodu podjął tak drastyczne kroki. Jak mogła być tak bezmyślna?
– Och, to akurat nie powinno być trudne – stwierdził zaskakująco lekko mężczyzna ignorując pierwsze krople deszczu. – Ty znasz pracowników Pottera, ja znam się na facetach. Jesteśmy jak Bonny i Clyde.
– Jakoś nie czuję się przestępcą.
– A szkoda – Draco złapał Hermionę przez pół i zakręcił się z nią wokół własnej osi, – moglibyśmy trochę pogrzeszyć.
Hermiona roześmiała się rozluźniona. Ulżyło jej, że Draco nie popadał w apatię czując zbliżające się niebezpieczeństwo. Przy nim czuła się całkowicie wyluzowana i choć nie mogła przyzwyczaić się do jego bliskości, to dotyk Draco sprawiał jej ogromną przyjemność – nawet jeżeli ciężko było jej się do tego przyznać. Malfoy przez te kilka dni, które mieli okazję spędzić razem, zdobył jej pełne zaufanie i sprawił, że zaczęła wychodzić ze swojej zasadniczej skorupy. I pomyśleć, że to ona go leczyła. Przez chwilę śmiali się jeszcze swobodnie, ale gdy zawrócili w stronę hotelu, ich humory uległy nieznacznej zmianie. Zupełnie jak pogoda.

***
Blaise Zabini z wielkim trudem wrócił do rzeczywistości. Poranek przy kociej muzyce domorosłego artysty dał mu się we znaki. Za ścianą jego sypialni panowała cisza. ”Pewnie jeszcze śpią” – pomyślał, mając w pamięci wczorajszy wieczór z Anetą i Mateuszem, pod których podszywali się jego podopieczni. Wstał niechętnie, rozciągając swoje czarnoskóre ciało. Eliksir wielosokowy, który regularnie wypijał, miał zgubny wpływ na jego cerę, jednak chcąc zachować wiarygodność przed czujnym nosem Granger, musiał zaryzykować. Zmusi Pottera do sfinansowania dwutygodniowego pobyty w Magicznym Spa Zucenberga, bo po takiej dawce adrenaliny, tylko tam będą mu w stanie pomóc. Zerknął na zegarek. Była za dwadzieścia pięć dziesiąta. Za dziesięć godzin ma rozpocząć się koncert promujący nową płytę Mateusza. Jak dobrze pójdzie, cały ten cyrk skończy się za kilka dni. Była końcówka lipca. Potter obiecał, że okres przygotowań do belferskiej kariery Malfoy spędzi w bezpiecznym miejscu, z dala od swojej przeszłości i irytującej Granger. Z dala od przymusowej ochrony. Wiedział, że Malfoyowie zostali przetransportowani do bliżej nieokreślonego miejsca, gdzie Narcyza przechodzi intensywną rehabilitację. Miał nadzieję, że niedługo dołączy do nich najmłodszy z rodu Malfoyów i problemy Blaise’a z blondwłosym pryszczem hobbita się wreszcie zakończą. Będzie mógł wrócić do swojego apartamentu, pić hektolitry alkoholu, zastanawiając się jakim zabiegom podda się na nadchodzącym urlopie i przebierać w ofertach towarzyskich swojej matki. Potter nazwie go zwichrowanym dupkiem, ale po tym co go tu spotyka, będzie mu winien nie tylko zajebisty urlop.
Wziął szybki prysznic i postanowił znaleźć odpowiedni strój na wieczór. Z pewnością będzie proszony o wywiad dla licznych rozgłośni radiowych i telewizji, więc musiał się odpowiednio prezentować. Pomyślał, że w sumie przydałby mu się fryzjer, bo Karol Walendzik niezbyt przykładał wagę do najnowszych trendów w męskich fryzurach, ale Zabini cieszył się, że chociaż jego garderoba była całkiem przyzwoita, a ręce zadbane. Przejrzał zawartość szafy i z nieskrywaną irytacją stwierdził, że jednak nie ma się w co ubrać. Zerknął na zegarek. Powinien zdążyć zrobić szybkie zakupy i odwiedzić fryzjera. Po powrocie zerknie jeszcze na dokumenty dotyczące trasy koncertowej i wyśle wiadomość do Pottera.  Włożył jasne tweedowe spodnie, białą podkoszulkę i zarzucił na ramiona sportową kurtkę. Rozglądając się uważnie po pokoju w poszukiwaniu telefonu komórkowego, myślami był już w tramwaju. Jeszcze tylko krótka wiadomość zostawiona nowej recepcjonistce i Blaise zniknął wśród kolorowych uliczek Krakowa.

***
Chwilę później Draco i Hermiona ostrożnie wśliznęli się do pokoju Karola. Dziewczyna siedząca w recepcji poinformowała ich, że Walendzik wybrał się na zakupy do miejskiej galerii i nie kazał na siebie czekać ze śniadaniem. Sądząc po jego modowych upodobaniach, mieli kilka godzin na rozwikłanie zagadki, jednak oboje byli zgodni, że dowody trzeba zebrać sprawnie, nie narażając się niepotrzebnie. Wnioski mogli wyciągnąć w swoim pokoju. Dyskretnie upewnili się, że Karol wychodził w obecności nowej recepcjonistki i wnioskując po jej zaskoczeniu, nie wiedział o ich małej eskapadzie. Tym lepiej.
Draco patrzył jak Hermiona rozgląda się uważnie po pokoju, od niechcenia rzucając zaklęcie zwodzące w stronę drzwi. Sprzątaczka, która mogła przyjść w każdej chwili, będzie miała co robić, ale dopóki nie sprawdzą każdego zakamarka, nie powinna tu zaglądać. Granger wyciągnęła z kieszonki szmatkę i tylko przez nią dotykała przedmioty walające się po pokoju. Draco nie mógł się skupić na tym, co mieli robić. Powtarzał sobie, że to nie była wyłącznie jego wina. W końcu Hermiona – nareszcie odzyskująca swój grangerowaty wygląd – była dojrzałą, piękną kobietą, a on tylko człowiekiem. Słabym, uległym mężczyzną. To, że pragnął jej fizycznie, zdawało się zupełnie naturalne. Zawsze uważał, że w tym aspekcie to kobiety mają silniejszą wolę.
Zerknął na nią przez ramię, a gdy się do niego nieśmiało uśmiechnęła, w ostatniej chwili powstrzymał chęć, by podejść do niej i pocałować ją w usta. Udało jej się poruszyć te sfery jego duszy, które dotąd pozostawały w uśpieniu, co bardzo go zaniepokoiło. Nigdy nie czuł się tak jak ostatnio i nie miało to wcale związku z utratą pamięci. Czy się do niego uśmiechała, czy też złościła, chciał od niej dużo więcej niż od jakiejkolwiek innej kobiety. To było niedorzeczne, dzieliła ich przecież przepaść, należeli do różnych światów. A jednak gdy Granger była obok niego, czuł z nią niezwykłą jedność. Wyobrażał sobie, jak siedzą razem na ganku uroczego, białego domu i patrzą na dzieci bawiące się na trawniku. Za ich plecami kojąco szumi las, a po drewnianym treliażu pną się dzikie róże i pędy glicynii. Na chwilę zamarł, a potem szybko się otrząsnął. Ten obraz był porażająco konkretny i wyraźny. Zbyt wyraźny.
Draco nie był typem mężczyzny, który siaduje na ganku z kobietą po to, by patrzeć na dzieci. Odpowiadał za rodziców i resztki majątku, co pochłaniało go bez reszty. Myśl o związku z pewną siebie, nieco zbyt awanturniczą kobietą pochodzącą z rodziny mugoli, była po prostu absurdalna. Nagle wydało mu się, że zimne powietrze uderzyło go w twarz i chłód przeniknął na wylot jego ciało. Nie był pewien czy chce myśleć w ten sposób o Hermionie. To było niesprawiedliwe w stosunku do niej, on nie powinien być jak inni faceci, powinien ją wspierać i umieć patrzeć na nią obiektywnie. Z opowieści jakie czasami udawało mu się z niej wyciągnąć, wynikało, że mężczyźni się jej boją. Nie tylko Ron nie za bardzo wiedział, co ma z nią robić, to była reguła. Hermiona była trochę zbyt obrotna i zdecydowanie za bardzo pewna siebie. Mężczyźni, choć Draco uważał, że raczej wyrośnięci chłopcy, dobrze zdawali sobie sprawę, że Hermiona bez nich przy boku też da sobie radę. Nie czuli się przy niej potrzebni, w ich oczach nie była ani trochę krucha, nawet odrobinę słodka, niezdarna czy nieporadna. Nie dało się jej uratować z żadnej opresji i nie było jak zostać księciem na białym koniu. To ona była superbohaterem. Nie udawała damy w opałach nawet wtedy, gdy coś jej nie wychodziło. Jednak pamiętał, jak mu powiedziała w przypływie szczerości, że nie chce być w związku dla kogoś matką, tak jak to było z Ronem. Czuł, że Hermiona mimo swego zasadniczego usposobienia, a może właśnie dlatego, oczekuje śmiałych decyzji, ogarniętego życia i pewności. Pewności, że ktoś za nią w końcu przejął choć na chwilę kontrolę.
Hermiona nie zwracając uwagi na zamyślenie Malfoya, przeglądała rzeczy pozostawione przez Karola w większości na podłodze. Chaos jaki panował w jego pokoju, nie pasował do wizerunku całkiem ułożonego mężczyzny o dziwnym usposobieniu, jakim jawił się jej Walędzik. Zrobiła kilka zdjęć, obawiając się coś przeoczyć, zerknęła do teczki z dokumentami rzuconej na podłodze. W środku, prawie przykryta dokumentami, leżała mała, płaska butelka wypełniona bursztynowym płynem. Hermiona zmarszczyła brwi i sięgnęła po nią ręką. Owinęła szkło delikatnie szmatką i odkręciła zakrętkę. Zmarszczyła nos, kaszląc nieznacznie.
– Myślałaś, że to sok jabłkowy? – roześmiał się Draco, widząc minę kobiety.
– Masz rację, nie potrzebnie odkręcałam.
– Czy niepotrzebnie, to się okaże. Ten zapach poznałbym choćby we śnie. Możesz pokazać?
– Malfoy – syknęła Hermiona – nie możesz się teraz upić!
– A kto mówi o upiciu? Daj powąchać, muszę się upewnić. – Widząc podejrzliwą minę Hermiony, dodał: – Obiecuję, że nawet nie umoczę ust. Zaufaj mi.
– No dobra, ale co ci to da? Gorzała jak gorzała – zapytała Hermiona podając mężczyźnie butelkę.
– Tak może twierdzić tylko kompletny abstynent. Każdy alkohol posiada wyjątkowy bukiet zapachu i smaku – powiedział Draco zbliżając zakrętkę butelki do nosa. – A Ognista Whisky Ogdena, ma wyjątkową woń. Mamy do czynienia z małym czarodziejem, kochanie – zakpił zakręcając butelkę i stawiając ją na szafce nocnej.
– Jesteś pewien? – Hermiona patrzyła zdezorientowana na Draco, czując w środku rosnące przerażenie.
– Przecież właśnie tego się spodziewaliśmy, pamiętasz?
– No tak, ale kto to jest?
– Możesz być pewna, że się dowiemy. A teraz włóż butelkę na miejsce i chodźmy stąd. Porozmawiamy w pokoju.
– Zaraz masz próbę generalną przed wieczornym koncertem – Hermiona zerknęła na zegarek.
– Nie szkodzi. Beze mnie i tak nie zaczną – Draco puścił oko, wyciągając rękę do kobiety. Hermina uśmiechnęła się nieznacznie. Wbrew wszystkiemu czuła się bezpiecznie.


***
Blaise wrócił do swojego pokoju. Do koncertu zostało prawie siedem godzin. Malfoy w skórze Mateusza powinien być w tej chwili na sali prób, by po raz ostatni przećwiczyć kolejność występu. Zabini przeciągle westchnął, stawiając na podłodze zmoczone deszczem papierowe torby z zakupami. Obok łóżka leżała teczka z papierami, nad którymi zamierzał popracować. Zdjął kurtkę, wysuszył włosy małym ręcznikiem i wykręcił numer Mateusza. Słysząc głuchy dźwięk nieodbieranego połączenia, nacisnął czerwoną słuchawkę. Mógł zadzwonić do Anety, ale wolał skupić się na pracy. Za kilka godzin i tak się muszą spotkać, a im mniej czasu spędzają razem, tym mniejsza szansa, że Granger coś wyniucha. Blaise zignorował złośliwy głos, szepczący mu, że przecież powinien ich pilnować. Przysunął krzesło do małego biurka i pochylił się nad pierwszą partią dokumentów. W dziesięć minut później przyłapał się na tym, że patrzy w okno, a papiery leżą przed nim nietknięte. Potrząsnął głową, wziął do ręki pióro i usiłował się skupić. Udało mu się przeczytać pierwsze słowo, a potem nawet cały akapit. Gdy przeczytał go po raz trzeci, a mimo to nadal nic nie rozumiał, z niechęcią rzucił pióro i wstał. To było zupełnie bez sensu. Zawsze dobrze mu się pracowało w pokojach hotelowych, dlaczego więc teraz nie potrafił się skupić? Pokój miał wszystko co potrzeba: ściany, sufit, biurko, a nawet biokominek, w którym mógłby rozpalić ogień. Zadanie jakie mu przydzielono, również nie było zbyt wymagające porównując do wcześniej wykonywanych misji, przecież został nadworną niańką wielmożnego Malfoya. W każdym razie nie było żadnej przyczyny, z powodu której nie mógłby pracować... Zmarszczył brwi i roztarł skronie. Nie przywykł do bólów głowy, powinien zażyć jakiś eliksir. Chciałby na chwilę wyrwać się stąd, by móc uzupełnić magiczne zapasy, ale wiedział, że Potter się nie zgodzi, argumentując swoją decyzję czyhającym zewsząd niebezpieczeństwem. Próbował przekonać samego siebie, że po prostu dręczy go poczucie winy. Powinien skontaktować się z Potterem i uprzedzić o swoich podejrzeniach. Wstał i położył rękę na klamce z zamiarem opuszczenia pokoju oraz potwierdzenia swoich wątpliwości, lecz w ostatniej chwili zrezygnował z tego pomysłu. Jedynie pogorszyłby sytuację. Nie wolno mu było ryzykować ujawnienia. Granger radziła sobie znacznie lepiej ze swoją rolą niż on. Była silna i dumna. Pomyślał o jej opanowaniu i chłodzie, i zaklął. Znów zaczął chodzić po pokoju. Powinien skupić się na swoim zadaniu, a nie na domysłach. Kilka dni, które spędził w towarzystwie Granger i Malfoya, pozwoliło mu wczuć się w ich charaktery. Niektóre spostrzeżenia mogły mu się przydać później. Powinien je zanotować, gdyby tylko potrafił choć na chwilę się skupić. Ledwie wziął do ręki pióro, a jego umysł znów pogrążył się w chaosie. Coś mu nie pasowało. Nagle ogarnęła go dziwna klaustrofobia i panicznie zapragnął znaleźć się na otwartej przestrzeni. To wszystko zaczęło go wyraźnie przerastać. Pochwycił wilgotną jeszcze kurtkę i zrobił coś, czego nie robił już od wielu miesięcy – poszedł na spacer. Na początku szedł wolnym krokiem starając się chłonąć otaczający go spokój. Stawiał zdecydowanie nogę za nogą, zmierzając w bliżej nieokreślonym kierunku. Powietrze było ostre i pachniało mieszanką świeżo skoszonej trawy, skropionej letnim deszczem oraz rozgrzanymi promieniami słońca kamieniami, a szare chmury pokryły niebo zwiastując ponowne opady. Wiatr szarpał zwinięte od deszczu płatki kwiatów, które kwitły w kamiennych donicach, ustawionych w ogródkach licznych kawiarni i restauracji. Blaise szedł coraz szybciej, ze spuszczoną głową i z rękami w kieszeniach. Miewał od czasu do czasu depresje i zawsze zwalczał ją za pomocą ruchu. Ruch był dobry na wszystko. Miejski pejzaż, mimo że chwilowo tak ponury, sprawiał jednak magiczne wrażenie. Blaise nagle pożałował, że nie ma z nim matki. Na pewno roześmiałaby się i wystawiła twarz do wiatru, dyskretnie rozglądając się za nowym kandydatem na męża. Ale jemu by to nie przeszkadzało. Gdyby tu była, nie czułby się tak przerażająco samotnie.