Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wierność jest nudna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wierność jest nudna. Pokaż wszystkie posty

22 stycznia 2015

Wierność jest nudna XII



Rozdział XII

Pomocna dłoń

***

Siedziała na pomoście, otulona cienkim kocem, z parującym kubkiem gorącej czekolady i pisała list do swoich rodziców. Był ciepły poranek. Ciepły, biorąc pod uwagę, że był to listopad, a oni wypoczywali na Teneryfie. Musiała przyznać, że lubi panujący tu klimat. Jedynie ranki i późne wieczory były delikatnie chłodniejsze, w dzień utrzymywała się dla niej optymalna temperatura ok. dwudziestu czterech stopni Celsjusza. Od strony domku, dobiegały ją dźwięki gitary. Kto by pomyślał, że Draco tak świetnie radzi sobie z tym instrumentem. Chłopak z gitarą...

Kochana Mamo i Ty, najdroższy Tato!!!
Piszę do Was, żebyście się nie zamartwiali. Zapewne słyszycie to i owo, na temat mój i mojego małżeństwa. Nie chciałam Was wcześniej niepokoić, ale teraz już muszę. To koniec. Ja i Ron rozstaliśmy się, choć decydująca rozmowa jeszcze przed nami. Nie umiem napisać czy nadal go kocham, do tego sprawy między nami są jeszcze zbyt świeże. Zranił mnie ogromnie i nie wiem czy kiedykolwiek mu wybaczę. Zdradzał mnie długimi tygodniami, nie zdobywając się na szczerą rozmowę. Tak bardzo mnie to bolało, gdy się dowiedziałam. Nadal boli. Myślałam, że jesteśmy również przyjaciółmi. Nie chcę Was zadręczać opowiadaniem co czułam, bo to w tym momencie nieistotne. Dość powiedzieć, że się zemściłam. Wiem, że nie tak mnie uczyliście, jednak tylko w ten sposób mogłam znieść upokorzenie jakiego doznałam.
Z pewnością słyszycie, że ja również zdradzałam Rona. Nie jest to prawdą, jednak on o tym nie wie i chciałabym, żeby tak zostało. Spotykałam się z Draconem, tylko po to, żeby ludzie mogli plotkować, a tym samym, żeby dowiedział się o tym Ron. Żeby poczuł to co ja, gdy się dowiedziałam o jego zdradzie. Ironią losu jest, że mój mąż zdradzał mnie z żoną Draco Malfoya. Nie wiedzieliśmy tego na początku, ale w sumie dobrze wyszło. Nie wiem czy wiecie, ale żona Draco – Astoria, jest w ciąży i jest to dziecko Rona. Ja sama jestem teraz  na Teneryfie. Chcę odpocząć i ułożyć sobie w głowie wszystkie sprawy. Jest tu ze mną Draco.
 
         Przerwała pisanie. To była prawda. Zgodziła się na ten wyjazd, głównie dlatego, żeby mieć szansę ułożenia sobie wszystkiego w głowie. Na spokojnie, bez nacisków i pośpiechu. Chciała poczuć się szczęśliwa i doceniona, jednak do niczego niezobowiązana. Nie chciała pomylić miłości z zauroczeniem, pożądaniem. Wiedziała, że Draco, mimo ciągłego nawiązywania do czekających ich upojnych chwil, myślał podobnie. Nie potrzebowali słów, żeby zrozumieć jak się oboje czują. Nie oczekiwali od siebie żadnych deklaracji – w końcu po miesiącu bliższej znajomości, nikt nie mógł tego od nich oczekiwać. Nie wiedzieli jaka przyszłość jest przed nimi i czy w ogóle jest jakaś, którą będą mogli określić mianem wspólnej. Na to wszystko było za wcześnie. W końcu, jeszcze kilka tygodni temu, nie przepadali za sobą. Oczywiście nie była to antypatia z czasów szkolnych. Wtedy byli największymi wrogami, nienawidzili się. On nazywał ją szlamą. Teraz ich słowne potyczki, były raczej wynikiem przyzwyczajenia, były dla wszystkich tak oczywiste, jak to, że w grudniu obchodzi się Boże Narodzenie.

Miesiąc. Miesiąc temu jej życie wyglądało jak życie przeciętnej czarownicy. Miała dzieci, pracę, kochającego męża (przynajmniej tak myślała), przyjaciół i Draco Malfoya, na którego mogła do woli narzekać, choć ich stosunki były ograniczone do minimum. A dziś? Jej życie obróciło się prawie o 180 stopni. Jedynie dzieci i przyjaciele byli ci sami. W pracy już nic nie będzie jak dawniej. Małżeństwo się rozpadło, a jej niechęć do Malfoya ustąpiła miejsca fascynacji. Właśnie, Malfoy! Już dawno myślała o nim jako Draconie. Wspólne intrygi ich do siebie zbliżyły i tylko dzięki niemu nie czuła się jak wrak człowieka. Pamiętała swoje wczorajsze wątpliwości. Czy ich pożądanie, nie było tylko chęcią zemsty? Czy gdyby na miejscu Draco był ktoś inny, to zachowywałaby się tak samo? Tak samo szybko uległa? Doszła do wniosku, że nie. To on w sobie miał to coś, dzięki czemu mogła czuć się sobą. Mogła z humorem wymieniać z nim zdania na przeróżne tematy, mogła tupnąć nogą jak mała dziewczynka na co on przerzucał ją przez ramię i niósł do sypialni, żeby przekonać do swoich racji na swój, malfoyowski sposób. To jemu mogła wypłakać się w rękaw nie czując się przy tym beznadziejnie. Że też wcześniej nie dali po sobie poznać jacy są naprawdę. Ona tyle lat żyła w przekonaniu, że on jest zimnym, bezwzględnym draniem, bez krztyny współczucia dla innych i bez własnych zasad moralnych. Wiedziała, że Ślizgon niewiele lepiej myślał o niej. Tak bardzo się mylili. Mimo woli, przypomniała sobie jak się kochali po raz pierwszy.

Od kilku godzin byli w hotelu. Nieprzytomni z emocji i towarzyszącego im napięcia, usnęli gdy tylko dotknęli głowami poduszek, nie gasząc nawet wcześniej zapalonych świec. To miał być romantyczny wieczór. Ich pierwszy razem – tak naprawdę. Obudził ją delikatnym pocałunkiem złożonym na jej odsłoniętej szyi. Te muśnięcie warg, zawierało w sobie wszystkie pytania świata, całą niepewność i żal, całe pragnienie i strach przed odtrąceniem. Gdy odwróciła się w jego stronę, zobaczyła, że oczy ma smutne, zmęczone. Widziała w nim małego, zagubionego chłopca. Kompletnie bezradnego. Delikatnie wyciągnęła do niego szyję, unosząc się i całując pochylające się nad nią usta. Odwzajemnił nieśmiało jej pieszczotę. Zaczął zachłanniej całować szyję, a jego ręce błądziły po jej ciele. Z chwili na chwilę ich ruchy stawały się bardziej niecierpliwe, pocałunki głębsze, przepełnione żarliwością. Napięcie jakie panowało między nimi od kilku tygodni, wybuchło teraz z całym impetem. W jednej chwili, przestały  liczyć się wątpliwości. Dwoje zagubionych i zranionych ludzi, znalazło swoją przystań. Choć na chwilę.  Stanęła przed nim całkiem naga w blasku dogasających już świec. Chciała spuścić oczy, jednak nie pozwolił jej na to. Chciał widzieć w jej oczach ten wstydliwy lęk, tę obawę. Drżała na całym ciele. Nie wiedziała czy ze strachu, obawy czy oczekiwania. Czuła na sobie jego zachłanne spojrzenie, które zmywało bez reszty jej wstyd. Jego dłonie pokrywały milczenie błądząc w poszukiwaniu. Wpił się w jej usta, zabierając tym samym ich drżenie i jej obawy. Oplótł dłońmi jej ciało. "Jak wąż" przeleciało jej wtedy przez myśl. Położył ją na łóżku i zaczął całować jej stopy, kolana, wreszcie uda. Zbliżył usta do jej łona. Oddychała coraz szybciej. Jak w gorączce, bez najmniejszego skrępowania zdjęła mu podkoszulek. Czuła pulsujący ból w dole brzucha, była rozpalona i obrzmiała, pełna oczekiwania.  Tuliła się do niego, wstrząsana spazmami, a on znowu całował jej szyję, ramiona i nabrzmiałe piersi. Przygryzał delikatnie sutki. Zauważyła, że Draco zrywa z siebie resztki ubrania z niecierpliwością, jakiej nigdy wcześniej u niego nie zauważyła. Gdy uświadomiła sobie, że jest w końcu nagi, że całym ciałem może dotykać jego rozpalonej skóry, doznała zawrotu głowy. Miała wrażenie, że opuściły ją wszystkie siły. Dobrze, że leżała na łóżku, bo czuła, że w innym przypadku nogi by się jej ugięły, a ona sama osunęłaby się na podłogę. Draco pochylił się nad nią, gotowy stopić swe ciało z nią w jedność. Nie była w stanie myśleć, ciało wymknęło jej się spod kontroli i podążało własnym torem. Oddawała mu się z ufnością, jakiej się po sobie nie spodziewała. On czule lecz zdecydowanie prowadził ją ku spełnieniu.  Miała wrażenie, że jej zdolność mówienia przeniosła się w koniuszki palców. W nich było życie, tam znajdowała się dusza, opuszki drżały przy zetknięciu z jego skórą, odczuwały dotyk w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Palce gładziły biodra Dracona z jakąś niezwykłą delikatnością, błądziły po jego plecach, krążyły po wilgotnych od potu ramionach.  Zapomnieli o wszystkim, zapomnieli o świecie, o swoich problemach. Nie wiedzieli, gdzie są. Byli połączeni w cudownym upojeniu, w którym rozpływało się napięcie ostatnich tygodni. Spełnienie przyszło gwałtownie, zawierała się w nim cała tęsknota i wszystek ból, który przeżyli. W pozbawiającym ją woli oszołomieniu, słyszała, że ktoś krzyczy, to chyba ona sama – pomyślała – a może to on tak krzyczał w uniesieniu. Po wszystkim, zmęczeni usnęli w swoich ramionach. To była magia, której do tej pory nie znali.

 
Uśmiechnęła się na to wspomnienie. Nawet jeżeli im nie wyjdzie, to będzie mu wdzięczna za te chwile spędzone razem. Wróciła do pisania listu.

Nie wiem czy z naszej znajomości coś wyniknie. Zapewne pamiętacie, co sądziłam o tym mężczyźnie. Z pokorą przyznaję, że się myliłam. Owszem, nadal bywa zarozumiały i jest uparty jak osioł, jednak to dodaje mu uroku. Z pewnością nie jest nijaki. Świetnie się rozumiemy i chciałabym sprawdzić co będzie dalej. Nie martwcie się o mnie, proszę.
Napisałam też długi list do Rosse i Hugo, choć domyślam się, że już część rzeczy wiedzieli od Scorpiusa z którym Draco miał okazję porozmawiać. Żałuję, że nie mogłam osobiście przekazać im tych wiadomości, ale mam nadzieję, że gdy przyjadą na ferie świąteczne, to wszystko sobie wyjaśnimy.
Wasza Niepoprawna Córka
Hermiona
 
– Hermiona!!! – usłyszała swoje imię.

 – Już idę – odkrzyknęła i zebrała swoje rzeczy z pomostu.

 – No ile można pisać list? Takie elaboraty, to były dobre w szkole – mruknął z cieniem ironii w głosie, a głośniej dodał – idziemy na śniadanie?

 – Możemy, tylko coś na siebie zarzucę...

 – Mi podobasz się w tym co masz. A nawet bez tego – posłał jej szelmowski uśmiech.

 – Malfoy! Panuj nad sobą!

 – No już dobrze, dobrze. Idź przodem. Pomszczę cię!

 – No błysnąłeś, jak chrząstka w salcesonie!

 – Czy musisz mieć ostatnie słowo?

 – Nie, to całkiem dobrowolna decyzja!

Spasował. Z nią, każda rozmowa się tak kończyła. Ech, jak on ją uwielbiał. Gdy zaczynali swoje drobne potyczki, od razu humor windował mu w górę. Czemu nigdy nie czuł się tak przy Astorii? Patrzył jak Hermiona przerzuca stertę ubrań, która pojawiła się na ich łóżku i rozmyślał nad tym, co z nim się działo. Od kilku tygodni był zafascynowany Granger. Nawet nie od czasu gdy postanowili wprowadzić w życie ich plan. Już wcześniej zwróciła na siebie jego uwagę. Owszem, nie dostrzegał jaka jest ładna i ponętna, a już z pewnością, nie spodziewał się, że potrafi być tak gorąca w łóżku. Zresztą o sobie też nigdy by tak nie pomyślał. Przy Hermionie uwalniały się w nim jakieś nieznane do tej pory, pokłady uczuć.

 – Gotowa?

 – Już, już. Co ci się tak spieszy?

 – Głodny jestem. Czy ty musisz się tak stroić? Przecież mi się podobasz i bez tych szmatek.

 – O głupoto, bądź pozdrowiona! Przecież ja nie dla ciebie się ubieram.

 – Ale za to dla mnie się rozbierasz! – mruknął z zadowoleniem.

 – Nie mam chyba co zaprzeczać?

 – Ani trochę – mruknął, przytulając się do niej i wdychając jaśminowy zapach jej włosów.

 

***

Zniknęła. Wyjechała. Poniżyła go i uciekła. I to jeszcze z tym wykrochmalonym draniem. Nie, on tego dłużej nie wytrzyma. Nie zniesie. Jak ona mogła zrobić z niego takiego durnia!

Ktoś zapukał do drzwi.

 – A, to ty – mruknął Ron otwierając.

 – A kogo się spodziewałeś? Albusa Dumbledore'a?

 – Zejdź ze mnie, co? Czuje się parszywie.

 – I słusznie. Przyznaj, że zasłużyłeś sobie na to.

 – Ja? Jak możesz! Nawet nie wiesz jakie śnią mi się koszmary!

 – A jesteś pewien, że przed snem nie patrzysz w lustro?

 – Nie bądź taki zabawny. Czemu mi to robisz?

 – Bo rodzice do dziś na myśl o tobie, rzucają kamieniami w bociany, cioto!

 – Spieprzyłem, co?

 – Jak cholera.

 – Co mam teraz zrobić?

 – Po pierwsze, to się ogarnij. Jakby cię teraz pies zobaczył, to by się o własną budę zabił! Wykąp się, ogol i ubierz jak na czarodzieja przystało!

 – Tylko po to tu przyszedłeś, żeby mi dokopać?

 – Nie głąbie, ale nie umiem udawać, że wszystko jest OK. Zbieraj pośladki i wskakuj pod prysznic.

 – No już dobra, dobra – mruknął Ron i powlókł się do maleńkiej łazienki. George w tym czasie, kilkoma machnięciami różdżki, usunął cały syf, jakim zagracił maleńką kawalerkę jego brat. Gdy zobaczył Rona dziś w drzwiach, poczuł nawet coś na kształt współczucia. Hermiony nie było zaledwie dwa dni, a jego brat wyglądał jak sparodiowana ofiara ewolucji. George rozmawiał wczoraj z Dafne i wiedział od niej, że Astoria wygląda niewiele lepiej. Tylko, że ona miała jeszcze jakąś wymówkę, w końcu była w pierwszym trymestrze ciąży, miała prawo wyglądać i czuć się paskudnie. Postanowili, że czas wziąć sprawy w swoje ręce. Hermiona i Draco zniknęli z powierzchni ziemi i trzeba przyznać, że nikt im się nie dziwił. Oczywiście ich zachowanie wywołało burzę wśród czarodziejskie socjety. Nawet ci, którzy orientowali się w najświeższych plotkach, nie kryli zaskoczenia. Wszyscy dywagowali na temat przyszłości Malfoyów i Weasleyów, po takim skandalu. Sprawa była dość zawiła. Nawet zatwardziali denuncjatorzy, musieli przyznać, że nie da się opowiedzieć jednoznacznie po jednej ze stron. Każdy musiał przyznać, że  zemsta była zaplanowana z klasą. Bo, że była to zemsta, nikt nie miał wątpliwości. George szczerze żałował, że jego brat okazał się takim półgłówkiem, ale co zrobić, głupich nie sieją, nie orzą...

 – Utopiłeś się tam?!

 – Już wychodzę! – odkrzyknął Ron, otwierając drzwi. Prezentował się odrobinę lepiej.

 – Wyglądasz jak kontuzjowana mandarynka.

 – Dzięki. Pieprz się.

 – No więc? Co zamierzasz zrobić?

 – Ja?

 – Nie, ja!

 – No...nie wiem...

 – Gdyby za powierzchnię mózgu płacono podatki, to  dostał byś rabat!

 – Już ci powiedziałem co masz zrobić! – oburzył się Ron – Co więc radzisz? – dodał ciszej i z większą dozą pokory.

 – Sytuacja jest dość skomplikowana. Nie mam uniwersalnej rady na wszystko. Być może powinieneś na początek zacząć od najprostszych rozwiązań i w ten sposób, wolnymi krokami dojść do uporządkowania wszystkiego?

 – To jest ta twoja rada? Ty w wieku nastu lat rozwiązywałeś gorsze problemy!

 – No, tak. Ale ja nikogo nie prosiłem o rady.

 – Czemu chcesz mi pomóc? Myślałem, że mną gardzisz.

 – Bo gardzę. Zostaniesz jednak niedługo ojcem, a wydaje mi się, że o tym zapominasz.

 – Więc mi nie przypominaj!

 – Słuchaj, ty kupo gówna! Może i Hermiona dowaliła ci z ostrej rury, ale zasłużyłeś sobie na to. Gdyby to ode mnie zależało, to wykastrowałbym cię tępymi nożyczkami i to bez znieczulenia, ale uprosiła mnie i Harry'ego, żebyśmy nic nie robili!

 – Więc wy wszyscy wiedzieliście, że ona się puszcza z tym...

 – Milcz! Wiedzieliśmy i miała – nadal ma, nasze pełne wsparcie, bo pragnę ci przypomnieć, że to ty będziesz miał dziecko z Astorią. Gdyby nie Hermiona, to Malfoy dawno by cię zatłukł i każdy Wizengamot, by go uniewinnił!

– Och, czyli jeszcze mam być jej wdzięczny?

– Masz za co, bracie. A teraz siadaj na dupie i słuchaj.

 




 
 



 


15 stycznia 2015

Wierność jest nudna I



Kilka słów wprowadzenia przed dodaniem ostatniego rozdziału.

Przyjmę krytykę na klatę :)

Opowiadanie dramione – jak wszystkie na tym blogu. Moje pierwsze. Historia chyba jakich wiele (choć starałam się żeby tak nie było), ale ma już swoich czytelników.

Do rzeczy. Jutro kończę swoje opowiadanie i będę pisała nowe. Nie chciałabym popełnić błędów z tego. Z pewnością w nowym opowiadaniu szerzej opiszę otoczenie, bo widzę, że w obecnym jest ono raczej pomijane. Zupełnie jak szczegółowy wygląd bohaterów, ale to z pewnością dlatego, że jak czytam setny raz o stalowych tęczówkach Malfoya i malinowych ustach Granger to mną trzęsie :P Niemniej jednak sama czuję, że przydałoby się na początku podać jakąś ogólną charakterystykę, żeby pomóc wyobraźni czytelnika. No właśnie, tylko z drugiej strony, raczej każdy fan HP wie jak wyglądają główni bohaterowie więc nie wiem czy jest sens powielać (nie planuję odstępstw od kanonu) – proszę więc o radę na przyszłość :) Nie mam bety, ale staram się po kilka razy czytać rozdziały. Zapewne coś się znajdzie, szczególnie interpunkcja u mnie kuleje i solennie obiecuję postarać się o betę w tym temacie.

I teraz najważniejsze. Blog ma równo 11 dni. Dziś, najpóźniej jutro zamieszczę zakończenie – czyli rozdział XV. Rozdziały są moim zdaniem średniej długości ( niektóre przerażająco krótkie, inne liczą ponad dziesięć stron w wordzie), choć lubię pisać obszernie. Nie znoszę czekać w nieskończoność na kolejne części danej historii, więc sama staram się zabierać za pisanie wtedy, gdy w głowie jest konkretny plan "początek-środek-koniec". Oczywiście moi bohaterowie żyją własnym życiem i notorycznie wymykają mi się spod kontroli, ale obawiam się, że może nie udać mi się ich okiełznać, więc w tej kwestii raczej nic się nie zmieni poza ilością rozdziałów.

Co do strony technicznej, to jestem trochę zielona, ale widzę, że wgrany szablon ma jakiś zonk i urywa się w połowie (ktoś coś umie w tym temacie?). Zauważyłam też, że czcionka i formatowanie, zmienia się w zależności od pory dnia, mimo wcześniejszych ustawień – w projekcie nadal jest ok (jakaś rada?) Jeżeli ktoś wyłapie słowa nijak nie pasujące do kontekstu, literówki czy o zgrozo ortografię czy gramatykę, to też proszę o info, bo word lepiej wie co ja chce napisać (tak, tak, wyłączyłam już słownik, ale nie wiem czy wszystkie niezamierzone zmiany wyłapałam) no i nie wszystkie moje potknięcia jest w stanie wyłapać.

Jeżeli dobrnęłaś/dobrnąłeś do końca mojego postu, to szczerze gratuluję i zapraszam do czytania :)


Rozdział I

Początek końca

***

– Ron, ty kretynie! –   zawołał George.  –  Dlaczego?


– Odwal się, dobra?! Ty… ty nie wiesz jak to jest! Taki zawsze szlachetny, – zawołał z ironią młodszy z braci – a ja? Co ja mam powiedzieć? Mi nic od życia się nie należy? Zawsze mam być w cieniu, tak? Najpierw waszym, potem Harry'ego, w końcu własnej żony! Teraz też to ty grasz pierwsze skrzypce, ja jestem tylko dodatkiem! A ona we mnie widzi kogoś wyjątkowego... – dodawał coraz ciszej.


– Jesteś nienormalny! Zawsze to podejrzewałem, ale teraz jestem już pewny! – George patrzył z odrazą na młodszego brata.  Co z Hermioną? Co z Rose i Hugo? Jak ty to sobie wyobrażasz? Powiedziałeś im?


– Ja… nie… no, bo... czy muszę? Nie może zostać to między nami? – Ron przestępował z nogi na nogę, jednocześnie wyginając palce u rąk pod dziwnym kątem. Jego wzrok ślizgał się po sklepowych półkach, nie znajdując zaczepienia na niczym co wypełniało pomieszczenie.

– Jesteś tchórzem, a na dodatek uważasz, że Hermiona się nie zorientuje, tak? Ron, nie obrażaj jej inteligencji, bądź mężczyzną i się przyznaj! – George odłożył na bok żelki w kształcie mrocznych znaków, które jego brat przekładał z miejsca na miejsce, bez wyraźnego celu.

– Wydasz mnie? – zapytał cicho Ron.


– Nie! Na razie. Dam ci szansę, żebyś zachował resztki honoru. Co zamierzasz zrobić? – George oparł się o sklepową ladę i popatrzył znacząco w kierunku brata.

– Nie wiem, nie myślałem nad tym. Chyba miałem nadzieję, że będzie jak jest, albo samo jakoś się to ułoży…


– Samo? Ron! Ile ty masz lat? A tak w ogóle to kim ona jest? Wydaje mi się, że skądś ją znam…


– Nie ważne, daj mi się zastanowić, OK?


– Jakby było nad czym… – starszy Weasley nie umiał już powstrzymać swojego zniecierpliwienia.

– Zamknij się! Ty nic nie rozumiesz! – Krzyknął Ron i wybiegając ze sklepu deportował się z cichym trzaskiem.

– No kretyn –  skonstatował George i ruszył na zaplecze, nie zauważając, że zza jednego z regałów obserwują go pełne zaciekawienia oczy.


Sklep od lat wyglądał tak samo. Feeria kolorów tworzona przez kolorowe opakowania. Regały uginające się pod stosami bombonierek lesera, QUPY BLOKami czy kanarkowymi kremówkami. W tym pomieszczeniu można było znaleźć prawie wszystko, ale można było się też łatwo schować i podsłuchać rozmowy, które nie były przeznaczone dla większej rzeszy publiczności z czego ktoś najwyraźniej skorzystał.


***

Krzątała się po kuchni przygotowując kolacje. Ron niedługo powinien wrócić z pracy, choć ostatnio miało to miejsce coraz później. Zwykle to ona wracała ostatnia do domu. Od czasu, kiedy Hugo wyjechał do szkoły i żadne z dzieci nie zaprzątało ciągle jej myśli, czuła się jakaś niepotrzebna. Owszem, teraz mogła więcej uwagi poświęcić swojej pracy, którą tak kochała. W końcu bycie zastępcą Dyrektora Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, to bardzo absorbujące zajęcie, wymaga nieustającego skupienia i czujności, ale miała niejasne uczucie, że czegoś jej brakuje. Stanęła nad stołem, nadzorując różdżką przygotowanie posiłku i zaczęła się zastanawiać nad swoim życiem. Coś było nie tak. Rozejrzała się po pomieszczeniu, jakby oczekiwała, że orzechowe płytki ścienne czy biała zabudowa kuchenna podsuną jej rozwiązanie. Jakieś nieuchwytne myśli kołatały jej się w głowie. Może to jednak niepokój o dzieci? Nie, chyba nie. Ostatnie ich listy były przepełnione emocjami, jednak, jak zawsze uspokajające. Dostała też list od Neville’a, który w końcu był nie tylko ich przyjacielem, ale i opiekunem Gryffindoru. Jak donosił, obie ich pociechy świetnie sobie radziły. To szczęście, że dzieci jej i Rona są w podobnym wieku co dzieci Potterów. Nawet James zdaje się być oparciem dla młodszego rodzeństwa, do którego zaliczają się przecież również Hugo i Rose. Tak, tu nie mogło chodzić o dzieci. Wszyscy tworzyli jedną wielką rodzinę i mimo ciągłych kłótni, stali za sobą murem.  Ach, jaka była szczęśliwa. Miała przyjaciół, wspaniałą pracę, cudowne dzieci i kochającego męża. Czegóż chcieć więcej? A jednak coś jej nie pasowało, coś się zmieniło, ale było to uczucie tak ulotne, że nie mogła dociec o co chodzi.

Stwierdziła, że nie będzie sobie teraz tym łamała głowy. To pewnie zmęczenie i te poczucie pustki odkąd Hugo wyjechał do Hogwartu. Minęło zaledwie kilka tygodni, a ona już zaczęła się zachowywać jak kwoka. Oj Hermiono, weź się w garść! – nakazała sobie i zabrała się za nakrywanie do stołu w jadalni.

***

Wrócił do domu trochę wcześniej. Chciał jej zrobić niespodziankę. Specjalnie odwiedził Magiczne Dowcipy Weasleyów, bo wiedział, że tylko tam dostanie jej ulubiony zapach perfum. Wcale nie było mu po drodze, ale czego się nie robi dla ukochanej? Kiedy ja się stałem taki sentymentalny? – pomyślał z sarkazmem, choć doskonale znał odpowiedź. Szanował swoją żonę za to, że miała siłę przeciwstawić się jego rodzicom. Dała mu wspaniałego syna i nie dopuszczała do tego, żeby popełniali błędy wychowawcze, które robili ich rodzice. Nie było to łatwe, ale w tej kwestii oboje byli nieugięci i nie pozwalali się nikomu wtrącać. Wiedział, że jego krewni są rozczarowani synową. Nie tak sobie wyobrażali małżeństwo swego jedynego dziedzica, ale nie mogli nic na to poradzić. W sumie to była ich wina. Na początku było to małżeństwo z rozsądku. Oboje mieli za sobą nieciekawą przeszłość, oboje nie byli mile widziani w świecie czarodziejów. Z czasem przywiązali się do siebie i pojawiło się coś na kształt uczucia. Pielęgnowali tę iskierkę ze względu na ich syna i choć nigdy nie było miedzy nimi ognia, to czuli się szczęśliwi. Czemu to teraz analizuje – pomyślał Draco, przekraczając bramy Malfoy Manor.  Może dlatego, że w głębi duszy pragnę czegoś więcej? Jakiegoś uniesienia, szaleństwa, a nie tylko poprawnego zachowania nawet teraz, gdy w posiadłości byli tylko oni? Westchnął i odegnał od siebie te niezbyt optymistyczne myśli, dyskretnie wchodząc do domu. Zastała go cisza.


 – Dziwne – pomyślał –  Astoria powinna być o tej porze w domu, nie mówiła, że gdzieś się wybiera. Usłyszał na górze szybkie kroki i zorientował się, że schodziła po schodach. Jak zawsze była ubrana ze smakiem i pewną godnością. Uśmiechnął się na jej widok i wyciągnął ręce w kierunku żony.


 – Witaj! Jak minął dzień?

Na jej twarzy na moment pojawiło się zaskoczenie, ale zaraz posłała mu promienny uśmiech.


 – Och jak zawsze! Tęskniłam za tobą, – przewróciła kokieteryjnie oczami, co było do niej całkowicie niepodobne –  nie spodziewałam się jednak ciebie wcześniej niż za godzinę, stało się coś?


 – Nie, byłem dziś na Pokątnej i pomyślałem, że sprawię ci niespodziankę. Tak mało czasu ostatnio ze sobą spędzamy. Cii… – podniósł dłoń, widząc, że już otwiera usta żeby coś powiedzieć – wiem, że to moja wina, ale postaram się to szybko naprawić. Wziął ją na ręce i skierował się na górę, do sypialni. 

***


 – Haaarry!!!??? Widziałeś gdzieś mój notatnik?! – Krzyknęła Ginny wyrzucając wszystko ze swojej przepastnej torebki.


 – Nie widziałem, ale myślę, że zaklęcie przywołujące załatwiłoby sprawę!


 – Och, no tak, ale jestem roztrzepana – mruknęła rudowłosa kobieta. – Harry!? A gdzie jest moja różdżka? W tym domu nic nie można znaleźć!

Mężczyzna przewrócił oczami i z rozbrajającym uśmiechem  odłożył Proroka Codziennego; wstał z fotela i podszedł do swojej żony.

 – Kotku, gdybyś tylko przestała  miotać się po pokoju, to byś zauważyła, że różdżka leży na łóżku, pod  stertą tego czegoś, co właśnie wyrzuciłaś ze swojej torebki.

Accio notatnik – zawołała Ginny, machając różdżką. –  Ty już nie bądź taki mądry – rzuciła mu mordercze spojrzenie grożąc jednocześnie palcem – pragnę ci przypomnieć, że to ty ciągle coś gubisz – pokazała mu język i nim zdążył zareagować, zbiegła po schodach na dół.


– A ty gdzie się wybierasz?! O tej porze, co?!  – krzyknął za nią Potter.

– Och, nie mówiłam ci? – Z dołu dobiegł go zaskoczony głos Ginny. Z wydawanych odgłosów wnioskował, że stała w przedpokoju i nanosiła na swoją twarz coś, co kobiety zwykły zwać makijażem. – No tak, chyba zapomniałam. No więc wczoraj dzwoniła do mnie Lavender z prośbą o spotkanie, podobno ma mi coś ważnego do powiedzenia, miałam wrażenie, że wybuchnie niczym sklątka jeżeli się nie zgodzę z nią zobaczyć. – Harry doskonale sobie wyobrażał ich szkolną koleżankę w takiej sytuacji i wcale by nie żałował, gdyby ta postanowiła wybuchnąć. Nie chcąc dać tego po sobie poznać, postanowił nie schodzić na dół za swoją żoną. – Będę za jakieś trzy godziny! – usłyszał jeszcze jak i już jej nie było.

 – No to zjadłem sobie kolacje, nie ma co – mruknął i stwierdził, że równie dobrze mógłby nie wracać tak wcześnie do domu. Miał mnóstwo roboty, Biuro Aurorów znowu znalazło się na celowniku tej przereklamowanej dziennikarki, jaką była Skeeter. Och, jak on jej nienawidził. Na dodatek Malfoy dziś postanowił wcześniej wyjść do domu, a bez niego sprawa nad którą pracowali stała w miejscu. Swoją droga, ciekawe co go tak wzięło, żeby akurat tego dnia wybyć kilka godzin wcześniej. Zwykle wychodzili praktycznie razem, nie licząc Hermiony, prawie ostatni z całego Ministerstwa. No nic, skoro już jest sam w domu to może spotka się z Ronem? Dawno się nie widzieli, bo albo przeszkadzała im w tym praca, albo obecność Ginny, która z jakichś względów, ostatnio boczyła się na swojego brata i ten wolał jej unikać.