Pokazywanie postów oznaczonych etykietą więźniowie przeszłości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą więźniowie przeszłości. Pokaż wszystkie posty

7 czerwca 2015

Miniatura Więźniowie przeszłości cz.IV


Cz. 4

Wypijmy za błędy


            Zaciął się brzytwą, którą dostał na siedemnaste urodziny od ojca Fleur. Przeklął siarczyście i sięgnął po różdżkę mrucząc zaklęcie zamykające ranę. Był zły. Od dwóch tygodni nie miał informacji o Hermionie. Mógł oczywiście teleportować się do ich małego domku, jednak powstrzymywało go przed tym poczucie przyzwoitości. Ostatnio gdy zaniepokojony milczeniem wpadł bez uprzedzenia, zastał ją i Malfoya w, delikatnie mówiąc, niedwuznacznej sytuacji. Nie chciał żeby się to powtórzyło. Pamiętał zaskoczenie i konsternacje, gdy nie wiedział gdzie ma podziać swój wzrok, który mimowolnie ślizgał się między pełnymi piersiami Hermiony i nagim torsem Ślizgona. W sumie spodziewał się takiego rozwoju sytuacji, co było dziwne biorąc pod uwagę nienawiść tych dwojga, która towarzyszyła im od czasów Hogwartu. Zważając jednak na fakt, że byli zmuszeni nie opuszczać kryjówki do czasu uniewinnienia Granger i to, że skazano ich tylko na własne towarzystwo, na pewno wiele wyjaśniało. Ron wściekł się niemiłosiernie gdy Harry opowiedział mu w jakiej sytuacji zastał tych dwoje. Twierdził, że Malfoy z pewnością zmusił Hermionę i wykorzystał, jednak po oświeceniu przez przyjaciela, że Hermiona wcale nie wydawała się zmuszana, siedząc okrakiem na biodrach Ślizgona, poddał się i zaczął żałować, że kiedykolwiek pomogli tej “tlenionej tchórzofretce”. Dobry miesiąc zajęło mu pogodzenie się z tym, że jego przyjaciółka uprawia seks z ich dawnym wrogiem i prawdopodobnie wiąże z nim jakieś nadzieje na przyszłość co wnioskował ze sprawozdań jakie zdawał mu Potter. Dość powiedzieć, że teraz sytuacja wydawała się patowa. Przeklął w myślach raz jeszcze i stwierdził, że jeżeli do wieczora nie dostanie jakiejś informacji od któregoś z kochanków, to nie zważając na konsekwencje teleportuje się do ich domu i przywoła do porządku.


***

­­- Draco?

- Hmmm...

- Co z nami będzie? - zapytała kobieta przeciągając się leniwie w pościeli.

- A konkretnie pytasz o...? - blondyn nie zamierzał ułatwiać tej małej, upartej kozie zadania. Tyle razy próbował z nią porozmawiać i wymóc jakąś obietnice czy deklaracje, jednak ona zawsze zgrabnie zmieniała temat. Nie chciał pierwszy wychodzić z propozycją wspólnej przyszłości mając w pamięci ciągle żywe wspomnienia swojej żony i jej postawy gdy on odsłonił swoje uczucia. Instynktownie czuł, że Hermiona nie jest taka. Przez tych kilka tygodni poznał ją wystarczająco dobrze, żeby być pewnym, iż tej kobiecie nie zależy na jego pieniądzach, poza tym jest nieprzeciętnie inteligenta, błyskotliwa i samowystarczalna. No, i ponętna. Wolał jednak zachować ostrożność. Nachylił się nad nią aby skraść namiętny pocałunek i dodać odwagi, bo wiedział ile ją kosztowało zebranie się do tej rozmowy.

­- Co będzie jak mnie uniewinnią i będziemy wolni?

- A jak byś chciała, żeby było?

- Sama nie wiem, dobrze mi teraz, ale boję się, że na dłuższą metę nie będę potrafiła z tobą być...

- Nadal się boisz tego o czym rozmawialiśmy tamtego wieczoru, kiedy pierwszy raz piliśmy razem?

- Tak.

- Ale od tamtej rozmowy minęło tyle czasu, nie zdążyłaś mnie poznać, zaufać?

- Musisz mnie zrozumieć, mojemu mężowi też ufałam, myślałam, że go znam i jak to się skończyło?

Wstała z łóżka i zaczęła chodzić po sypialni. W pamięci odtwarzała ich rozmowę z wieczora, kiedy Draco wyjaśnił jej szczegóły ich ucieczki.

Siedzieli w ich, jeszcze obskurnym wtedy, salonie. Malfoy wyczarował skądś zapas Ognistej Whisky. Szklanki napełniały się samodzielnie pod wpływem sprytnego zaklęcia wymruczanego przez Hermionę. Atmosfera choć z początkiem napięta, powoli się rozluźniała i oboje stwierdzili, że gdy odrzucą na chwilę uprzedzenia, to potrafią nawet sensownie ze sobą rozmawiać. Hermiona była zaskoczona, że Ślizgon ma szersze zainteresowania niż kiedykolwiek mogła przypuszczać. Swobodnie rozmawiał o kulturze i sztuce, zarówno tej mugolskiej jak i czarodziejskiej. Potrafił żonglować słowami w taki sposób, że nawet jej bystrość umysłu musiała uruchomić wyższy poziom przyswajania informacji. Imponował swoją pewnością siebie i nienagannymi manierami o które wcześniej ciężko było go posądzać. Nie podejrzewała, że Malfoy jest takim czarującym człowiekiem, gdy wypije. Żałowała, że na trzeźwo nie potrafią dojść do płynnego porozumienia. Gdy skończyli intelektualne rozmowy, obgadali połowę swojego hogwarckiego rocznika i wyśmiali po kolei byłych i obecnych pracowników Ministerstwa Magii, Draco zadał ostrożnie osobiste pytanie.

­ – Kto był twoim mężem, Granger?

– Nie wiesz?
– Wybacz, ale nie śledziłem twojego życia osobistego, ani żadnego innego, choć nie wątpię, że musiało być malownicze.

– Odpuść sobie, też nie wiem nic o twoim funkcjonowaniu w społeczeństwie od czasów szkoły. A, przepraszam, wiem, że jesteś, byłeś – poprawiła się szybko – właścicielem jakieś wytwórni mugolskich filmów fabularnych i prezesem spółki, która jest między innymi dysponentem tego piśmidła Codziennego.

– To faktycznie ułamek tego co osiągnąłem – uśmiechnął się Malfoy.

– Przykro mi.

– Niepotrzebnie, działa to na twoja korzyść jego ton był niedbały, lekko nonszalancki, ale Hermiona doskonale zadawała sobie sprawę, że to tylko pozory.

– Co ty nie powiesz.

– Poważnie. Nudzą mnie ludzie, którzy wiedzą o mnie więcej niż ja sam.

– Więc mamy podobnie – przyznała. Uwierzysz, że jak przeprowadziliśmy się z Anthonym do Londynu, to sąsiedzi, mimo, że mieszkaliśmy w kamienicy zaledwie miesiąc, wiedzieli o której wracamy z pracy, o której do niej wychodzimy, dodam, że najczęściej korzystaliśmy z sieci Fiuu lub teleportacji, oraz to jakie mamy plany na najbliższe trzy lata o których my oczywiście nie mieliśmy fioletowego pojęcia?

– Zielonego.

– Co „zielonego”? – zapytała zdezorientowana Hermiona. Alkohol zdecydowanie wpływał na jej percepcję.

– Wydaje mi się, że powinnaś powiedzieć „zielonego pojęcia” mruknął Malfoy, zastanawiając się jednocześnie jakie to ma właściwie znaczenie.

– Nie lubię robić tego co powinnam odezwała się buntowniczo, sięgając po świeżo napełnioną szklankę.

– Granger, nie znałem cię od tej strony.

– Nie znasz mnie od żadnej strony, którą warto byłoby poznać .

– Masz rację, do tej pory jakoś nie mieliśmy okazji nawiązać bliższego kontaktu. Więc miał na imię Anthony? – zapytał cicho Malfoy.

– Tak, Anthony Goldstein. Był prefektem w Ravenclavie. Przyjaźnił się z Terrym Bootem i Michaelem Cornerem, nie wiem czy kojarzysz? 

– Corner to ten osiłek, który kiedyś chodził z Weasleyówną? – Draco przypominiał sobie awanturę, jaką Ron zrobił Cornerowi, gdy ten zaczął dobierać się do jego siostry. To było epickie.

– Ten sam.

– Straszny przygłup – stwierdził wszechwiedzącym tonem.

– I mówi to ktoś, kto przyjaźnił się z Crabe'em i Goylem…

– Wal się, Granger  – zirytował się Draco. Goyle to porządny facet, zawsze mogłem na niego liczyć, a pragnę ci przypomnieć, że ty przyjaźniłaś się z Wesleyem i Longbottomem, chyba też nie grzeszyli inteligencją. Nie zawsze to co ma się w głowie jest najważniejsze, serce też się liczy.

– Ty serio tak, czy się nabijasz? Nie spodziewałabym się takich słów po tobie – Hermiona zerknęła ukradkiem na Draco.

– Wiele rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz. Więc, jaki on był?

– Ale kto?

– Gumochłon Hagrida. Chyba powinnaś wolniej pić, bo zaczynasz gubić wątek. O męża twojego, wyrodnego, w kapuście znalezionego pytam.

– W kapuście znajduje się dzieci, pomyliłeś przysłowia.

– Serio?

– Nie. Wróćmy do tematu.

– Ja właśnie o tym.

– Anthony. Na początku był wspaniały – zaczęła Hermiona rozmarzonym tonem. To był ktoś z kim w końcu mogłam porozmawiać o wszystkim. Nie musiałam udawać kogoś kim nie jestem. Rozumiesz? Nie musiałam udawać głupszej, żeby podbudować jego ego czy bardziej bystrej, żeby mógł być ze mnie dumny. Był wyrozumiały dla moich słabości, zawsze obok, zawsze gotowy żeby pocieszyć, wesprzeć.

– A jaki był w łóżku? zapytał puszczając mimo uszu peany pochwalne.

– Malfoy, na Merlina…

– Nie udawaj cnotki, jaki był?

– No dobra, ale mówię ci to tylko dlatego, że jestem pijana – zastrzegła Hermiona, choć jakiś wstrętny głosik mówił jej, że kłamie.

– Jasne – Malfoy też zdawał się to wiedzieć.

– Nie wiem, był… poprawny. Chciałabym żebyś mnie dobrze zrozumiał, nie mam jakichś wyszukanych wymagań, po prostu pod tym względem do siebie nie pasowaliśmy. Mieliśmy odmienny temperament.

– Znaczy, był do dupy – rzekł, nie wiedzieć czemu, zadowolony Malfoy..

– Uwielbiam twoje skróty myślowe.

– Na początek, może być choć tyle, ale gwarantuję ci, że powinnaś mnie wielbić za wiele więcej.

– Co ty nie powiesz? – Hermiona patrzyła rozbawionym wzrokiem na twarz mocno już pijanego Draco.

– Słuchaj, jestem po prostu ideałem faceta – powiedział w pełni przekonany o swojej prawdomówności. Bogaty, przystojny, inteligentny, elokwentny, przy tym skromny i zaradny. Wspaniały w łóżku.

– I zabiłem swoją żonę – zapomniałeś dodać. Jak skończysz reklamowanie siebie niczym modelu najnowszej miotły sportowej, to może wysłuchałbyś mnie do końca? – roześmiała się Hermiona, choć to co chciała mu powiedzieć, wcale dobrze ją nie nastrajało.

– Dobra, zrozumiałem, kontynuuj.

Hermiona milczała przez chwilę, zbierając się w sobie. Po co ona mu chce to opowiedzieć? Przecież łatwiej jest się beztrosko przekomarzać.
 

– No więc, dla mnie seks nie był najważniejszy, pod warunkiem, że skala innych przymiotów pozostawała wystarczająco rozpięta – zaczęła ostrożnie. Nie poddawałam się łatwo, byłam osobą dla której każdy upadek był szansą, żeby się podnieść. Zawsze uparcie dążyłam do celu jaki przed sobą postawiłam. Tak było w szkole i tak pozostało w dorosłym życiu. Niestety w oczach Anthoniego, to co kiedyś było zaletami szybko stało się wadami. Irytowała go moja niezależność, denerwował upór i ambicje. Wolałby, żebym stała się typową kurą domową, która jest wdzięczna facetowi, że ten jest, że chodzi do pracy, że wychodząc z kominka brudzi świeżo posprzątany dywan, że siada na kanapie ze szklanką Ognistej w ręku i pyta „jak minął dzień?” nie oczekując innej odpowiedzi niż „dobrze”. Zaniechał interesowania się moimi zmartwieniami, przestał doceniać to co robię, bo jego zdaniem robiłam wciąż za mało. Ostatkiem sił sprzątałam po powrocie z pracy, jednak on zawsze czepił się czegoś, czego nie zdążyłam zrobić. Nie ugotowałam obiadu z dwóch dań, albo nie wstawiłam prania. Zawsze znalazło się coś, co nie było doskonałe. Jednocześnie sam nie rwał się do pomocy. Teraz myślę, że dobrze iż nie mieliśmy dzieci. Stał się człowiekiem zgorzkniałym, nie znosił jak mu zwracano uwagę, nawet jeżeli miał to przepłacić błędnie wypowiedzianym zaklęciem. Zaczęliśmy się od siebie oddalać ponieważ ja nadal byłam taka jak za czasów młodości. Lubiłam wyzwania, lubiłam pogłębiać wiedzę i starałam się robić wszystko najlepiej jak potrafię. W zamian oczekiwałam tylko odrobiny zrozumienia i czułości, jak się okazywało, zbyt wiele.

– Z tego co opowiadasz, zachowywał się jak większość facetów. Wybacz, że to sugeruję, ale nie masz wrażenie, że przesadzasz?  – zapytał cicho Malfoy. Czuł, że w obecnej sytuacji, głośniejszy ton byłby niestosowny.

– Nie. Wiem co i ile przeżyłam. Nawet połowy tego nie umiem ubrać w słowa. Wybaczałam zdrady, bicie i cholera wie co jeszcze. Po prostu nie chcę do tego wracać, więc mówię o tym co najbardziej zaważyło na mojej decyzji.

– A nie odwrotnie?

– Nie. Widzisz, z biciem szybko sobie poradziłam. Nauczyłam się też wybaczać jego słabości i chwile zapomnienia, jednak nie umiałam pogodzić się z tym, że nie czuję takiej więzi jak na początku. Gdy zbliżał się dzień wolny od pracy, zamiast się cieszyć, szukałam zajęcia, żeby tylko nie spędzać z nim więcej czasu niż to konieczne. Wiedziałam, że i tak się pokłócimy, a nigdy tego nie lubiłam. Chciałam pamiętać tylko dobre chwile, zachować pozory normalności, ale się nie dało. Pod koniec naszego związku, jego słowa, nawet te które miały najmocniej ranić, nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Straciliśmy emocjonalny kontakt, mimo tego, że po każdej awanturze umiał raz jeszcze mnie oczarować na tyle mocno, że nie decydowałam się na rozwód. Temat rozstania pojawiał się u nas bardzo często, ale jemu chyba sprawiał satysfakcję fakt, że oprócz słów rzucanych w twarz, nie stać mnie na nic innego. Nawet wtedy gdy przyłapałam go z kochanką. Już miałam gotowy pozew, już chciałam udać się do adwokata żeby go skonsultować i…pyk…wystarczył jeden uśmiech, jedna prośba o wybaczenie. Odkryłam też, że jego mały, łóżkowy problem, pod postacią krótkich stosunków, nie wynika z fizycznych uwarunkować na które są przecież różne sposoby, tylko z braku chęci. Jemu było tak wygodnie. Nie wiem czy czuł się zażenowany moimi sugestiami aby coś zmienić, czy po prostu nie miał takiej potrzeby. I choć seks nie był dla mnie najważniejszy, to zawsze stanowił istotną część związku. Byłam zbyt dumna żeby przyznać, że mamy problem, a jednocześnie czułam się zawiedziona za każdym razem gdy szliśmy do łóżka. Choć moje rozgoryczenie momentami sięgało zenitu, nigdy go nie zdradziłam. Nigdy też nie rozmawiałam z nikim o swoich problemach i myślę, że właśnie to było zapalnikiem w tamten dzień gdy powiedział o jedno słowo za dużo.

– Teraz rozumiem trochę więcej i przyznaję, że ci się nie dziwię – powiedział Draco mając w pamięci swoje własne małżeństwo. Patrzę też na swoje zachowania i widzę niektóre elementy w mojej codzienności, jednak nie ja jestem ich prowokatorem. Chciałbym się jeszcze o coś zapytać. Jak tak rozmawiamy, wydajesz się być normalna, bez tej obsesji o skończeniu ze sobą. Nie powiedziałbym, że masz jakieś problemy. Jak to z tobą teraz jest?

– Przyznam, że poza murami Azkabanu, czuję się trochę lepiej. Myślę, że chęć skończenia ze sobą była podsycana wpływem dementorów. Z przykrością też stwierdzam, że twoja obecność również mi pomogła.

– Co masz na myśli?

– Swoją nienawiść do ciebie – przyznała Hermiona z niechęcią. Pamiętam każdą "szlamę", każde inne przezwisko i wyśmianie, wzbudzasz we mnie tak silne emocje, że przed śmiercią chciałabym ci jeszcze porządnie uprzykrzyć życie.

– To wyjdź za mnie. Będziesz mogła robić to prawie bezkarnie. Jeden trup w tą czy w tą nie robi mi różnicy roześmiał się Draco, ale jego śmiech nie był wesoły, raczej wymuszony, przepełniony żalem po straconych latach.

– Straciłeś swoją szansę, żyję i dzięki waszemu uporowi, zaczyna mi się to podobać. Kończąc jednak odpowiedź na twoje pytanie, żałuję. Mam ogromne wyrzuty sumienia i nie wiem czy o to, że tak długo wytrzymywałam w tym toksycznym małżeństwie czy, że zakończyłam je w taki sposób. Goldstein był facetem jakich wielu chodzi po świecie i mimo, że z mojego ideału przerodził się w potwora, to może zasługiwał na dalsze życie. Trzeba było się rozwieść. Mam świadomość, że nie byłam wzorem żony, byłam uparta i przemądrzała, byłam zbyt ambitna i zaskakująco nieczuła gdy mnie coś irytowało. Często popadałam w skrajności, miewałam huśtawki nastrojów. Może on zasługiwał na kogoś lepszego? – zapytała Hermiona bez przekonania.

– Zgodzę się, że mógł zasługiwać na kogoś innego, ale czemu od razu lepszego? – warknął nagle zirytowany. Przestań się obwiniać za coś na co nie miałaś wpływu. Związek tworzy się razem, a nie każde sobie z wyobrażeniem tej drugiej osoby.

Wstał tylko po to by zaraz usiąść.  Tym razem wybrał miejsce u boku Hermiony, jakby jego bliskość miała wpływ na przyswajanie informacji, jakie chciał jej przekazać.


– Boję się, że już nigdy nie stworzę wartościowej więzi, już zawszę będę sama, bo się nie nadaję do życia z innymi – Hermiona wychyliła kolejną szklankę alkoholu i wzdrygnęła się malowniczo. Draco wyjął zza pleców ciepły pled i okrył ją przyciągając delikatnie w swoją stronę. Nikt inny mnie nie zaakceptuje, nikt inny nie będzie przejmował co się ze mną dzieje, nikt inny mnie nie zrozumie, bo przecież on na początku rozumiał i akceptował. Martwił się o mnie. Nie umiem już ufać i wierzyć, a to przecież absolutne podstawy. Boję się, że nie będę potrafiła być naturalna, że będę chciała udawać kogoś kim nie jestem tylko po to, żeby mój partner był szczęśliwy. Stanę się płytką, pustą laleczką, która codziennie rano umiera z obawy, że niewłaściwie dobierze strój i jej wybranek ją wyśmieje. Nie chcę taka być, ale nie chcę też być sama. Samotność jest strasznym stanem. Szczególnie samotność wśród tłumów. Boję się tej samotności. Tak cholernie się boję, że wolę zwariować niż znów ją poczuć – oparła głowę o jego ramię i zaczęła cicho łkać. Już dawno tego nie robiła, zapomniała, że ma coś takiego jak łzy.

– To dlatego teraz chciałaś ze sobą skończyć? – szepnął, delikatnie gładząc jej wstrząsane spazmami płaczu ramiona.

– Zdarzało mi się to już wcześniej – przyznała, starając się uspokoić. Gdy moje małżeństwo umierało, ja chciałam odejść razem z nim. Myślałam o samobójstwie, o trujących eliksirach, ostrych nożach i zakazanych zaklęciach. Raz prawie się odważyłam. Moje życie było cholernie bezsensowne, a ja potrafiłam tylko pogrążać się w coraz większym zobojętnieniu, wiesz…




– Nie myśl o tym, jeżeli uważasz, że mamy jakąkolwiek szanse, to może warto spróbować?– Draco podszedł do Gryfonki obejmując delikatnie jej ramiona. – Zależy mi na tobie i chciałbym… chciałbym, żebyś pomyślała o nas, razem. Wyniesiemy się stąd. Możemy wyjechać za granicę, mam wystarczająco dużo pieniędzy. Za oceanem nikt nie będzie mnie szukał, a ty przecież będziesz wolna. Spróbujmy. Proszę, nie chowaj się znowu w swojej skorupie.

– A co z tobą? Nie boisz się, że mnie poniesie i będę chciała cię zniszczyć?

– To samo pytanie mogę zadać tobie, przecież mnie nienawidziłaś, wiesz o mnie rzeczy, których się wstydzę, nie boisz się, że będę chciał cię usunąć? Draco nie ustępował.

– Sugerujesz, że nawzajem się pozabijamy? roześmiała się Hermiona.

– Możliwe, a wtedy nawet po śmierci będziemy razem.

– Zachwycająca opcja – zamruczała wtulając się w jego szyje i porzucając wszelkie swoje wątpliwości. Z kim innym mogła się związać jak nie z człowiekiem, który ma na sumieniu mniej więcej to samo co ona? Kto inny ją zrozumie i kto inny będzie w stanie okiełznać? Malfoy jest przecież jedyną osobą, która jest tak samo poraniona. To jedyny człowiek, który umie do niej dotrzeć i, co jest najbardziej zaskakujące, w tak nieinwazyjny sposób. Potrafi być obok, ale choć czuje jego obecność, to on jednocześnie nie narzuca się, nie wchodzi z butami tam gdzie nie powinien, nie zostawia po sobie błota. Jego obecność jest tak cudownie dyskretna i taktowna. Ale on jednocześnie tego samego oczekuje od innych. Hermiona musi pamiętać, że prawdopodobnie dlatego nie mógł wytrzymać z żoną w związku. Bo była za bardzo absorbująca, zaborcza, chciwa i łakoma.

Mimo tego, że teraz czuła się chwilowo pewna swojej decyzji, to zdawała sobie sprawę, że nadal nie chce się w stu procentach zaangażować, nadal nie umie się w pełni zbliżyć do człowieka, dać mu całej siebie, zatracić się w uczuciu i dać pochłonąć, zapomnieć. Nadal czuła silną potrzebę wolności, która uniemożliwiała bycie w zwykłym związku, która wynikała ze strachu przed przeszłością.

Zbliżał się wieczór. Draco teleportował się w sobie tylko znane miejsce, żeby załatwić jakąś sprawę o której nie chciał rozmawiać. Mimo tego, że zaczynało coś ich łączyć, on nadal zachowywał pewien dystans i korzystał z przewagi, że, choć w największej tajemnicy i bardzo rzadko, to właśnie on może wyrwać się z ich kryjówki. Nie przeszkadzało jej to, bo musiała przyznać, że jej samej ciężko się przyzwyczaić do zmian jakie zaszły w ich życiu. Nie ciągnęło jej do zewnętrznego świata. Gdy starała się cofnąć pamięcią o kilka tygodni w których nie było widać końca uszczypliwości, dogadywania i kpin, nie mogła uwierzyć, że teraz z przyjemnością patrzy na tego aroganckiego dupka, jak wtedy w myślach nazywała swojego współlokatora. Wspólne sprzątanie, wspólne wieczory i poranki, wspólne rozmowy o niczym i wspólne tajemnice, to wszystko ich zbliżyło. Oboje samotni, oboje z wyrzutami sumienia do których nie chcieli się przyznać. Z czasem ich dialogi zyskały na głębi, były coraz bardziej osobiste nawet wtedy gdy byli całkowicie trzeźwi. Choć żadne z nich się do tego nie przyznawało, to ufali sobie. Kwestią czasu stało się wylądowanie w łóżku, po jednym z wieczorów zakrapianych nigdy niekończącymi się zapasami Ognistej Whisky. Było im ze sobą dobrze, nie poprawnie i nie wyjątkowo, dobrze, po prostu. Z czasem, ośmieleni codziennością, zaczęli poznawać siebie, swoje ciała i upodobania. Zasmakowali w swoich namiętnościach i szybko osiągnęli harmonię, której wcześniej żadne z nich się nie spodziewało.

– No jesteś tu jednak – z zamyślenia wyrwał ją głos przyjaciela. Harry wyglądał na zaniepokojonego, ale na jej widok, wyraz twarzy mu złagodniał. – Czemu, na Godryka, żadne z was się nie odzywa?!

– Przepraszam Harry, wyleciało nam z głowy. Zresztą, czym się martwisz? Gdyby coś się działo, na pewno byś wiedział.

– Akurat. Dobrze już. Nie umiem się na ciebie złościć, ale wolałbym, żebyście wywiązywali się z obietnic. Gdzie jest Malfoy? – zapytał zapalając papierosa.

– Nie kopć mi tutaj. Nie wiem gdzie jest, ale powinien niedługo wrócić.

– Nie powiedział…– zdanie przerwał odgłos dzwoniącego telefonu, wydobywający się z tylnej kieszeni spodni Harry’ego. – Przepraszam, to Ron. Wyjdę na zewnątrz, bo tu mogą być zakłócenia. Potrzymaj mi papierosa, bo muszę mieć jedną rękę wolną – powiedział wyciągając jednocześnie różdżkę i telefon.

– Poczekaj Ron, jestem u Hermiony i muszę…. – usłyszała jeszcze, zanim Potter zniknął w drzwiach. Automatycznie zaciągnęła się papierosem trzymanym w ręku. Z zawstydzeniem przyznała, że ani razu w przeciągu dwóch ostatnich tygodni, nie pomyślała o przyjaciołach. Oni starają się o jej wolność, a ona z radością korzysta z uroków bycia wyjętą spod prawa. Taka postawa nie pasowała do niej, choć była całkowicie zrozumiała po tym, co w ostatnim czasie przeszła. Tak bardzo dała się ponieść beztrosce w ramionach Dracona, że zapominała o całym świecie. Czuła się tutaj bezpieczna i niespecjalnie jej zależało na finale procesu.

– Miałaś mi przytrzymać tego fajka, a nie całego wypalić – mruknął z niezadowoleniem Potter, zauważając krótkiego peta w jej śmiejących się teraz ustach.

– Weź sobie drugiego – odpowiedziała, gasząc niedopałek i wstając aby umyć ręce. Rzadko paliła, a gdy już to zrobiła, obsesyjnie chciała pozbyć się wszelkich śladów jej chwilowej słabości.

– Do tamtego przywiązałem się emocjonalnie – zażartował, zapalając nowego papierosa.– Mam wieści. Ubierz się wygodnie, bo zabieram cię do Londynu.

– Co? Po co niby? zaniepokoiła się Hermiona.

– Ron właśnie mnie poinformował, że zostałaś uniewinniona wypalił Harry, widocznie nie mogąc się powstrzymać przed ogłoszeniem dobrej nowiny. Wyrok zapadł godzinę temu, jest prawomocny. Potrzebuję wpaść na chwilę do ministerstwa, a potem zabiorę cię do siebie. Powinnaś zabrać swoje rzeczy i wyjechać na wakacje. Prasa będzie szalała, lepiej, żebyś na trochę zniknęła.

– Ostatnio nic innego nie robię burknęła Hermiona. Nie umiała się zdecydować czy jej ulżyło i się cieszy, czy jest zawiedziona.

– To tylko kilka tygodni, sprawa niedługo ucichnie i wszyscy zapomną. O Malfoyu już zapomnieli.

– Właśnie, Malfoy. Powinnam chyba zostawić mu jakąś wiadomość Hermiona rozejrzała się za jakimś piórem i pergaminem.

– Ja to zrobię, a ty idź się przebrać rzekł wspaniałomyślnie Harry.


Hermiona pobiegła do swojego pokoju. Z prędkością błyskawicy założyła świeżą bluzkę i wygodne buty. Była wolna. Wreszcie. Jednak będzie się cieszyć. Za kilka godzin rozpocznie nowe, lepsze życie. Przynajmniej taką miała nadzieję.

***

Wrócił do domu z silnym postanowieniem, że przekona do siebie Gryfonkę. Jeszcze kilka tygodni temu, gdyby ktoś powiedział mu, że będzie mu zależało na szlamie-Granger, wysłałby delikwenta do Munga. Jednak teraz? Teraz wszystko się zmieniło. Dotarło do niego jak bardzo oceniał kobietę po pozorach. Uczepił się jej obrazu jaki zapamiętał ze szkoły, zapominając, że sam wtedy był małym, zawistnym młodzikiem. Wychowanie w rodzinie czystokrwistych czarodziejów nie pomagało w prawidłowym postrzeganiu świata. Oczywiście podczas trwania swego małżeństwa, zweryfikował swoje poglądy, jednak o tym wiedział tylko on sam. Farsa jaką był związek z byłą żoną, też go wiele nauczyła. Pobyt w Azkabanie, choć bardzo krótki, dał do myślenia. Jedynym człowiekiem, wyłączając Złotą Trójkę, jaki się nim interesował, był Goyle. Tylko on wiedział, że blond włosy Ślizgon żyje i tak powinno zostać. Ich wierna przyjaźń trwała od czasów dzieciństwa i choć Gregory nie grzeszył inteligencją, to zawsze okazywał mu wsparcie i pomoc. Teraz również. To właśnie do niego teleportował się Draco. Chciał się poradzić co powinien zrobić z Granger. Wspólnie ustalili plan na przyszłość w której Hermiona miała odegrać najważniejszą rolę.

– Granger! Gdzie jesteś? Chciałbym z tobą porozmawiać. Granger! – Chodził po ich małym, przytulnym teraz domku i szukał kobiety, która wbrew wszystkim przewidywaniom, skradła kawałek jego serca.

Zaniepokojony jej nieobecnością, wiedząc, że sama nie może wyjść poza zaklęcia ochronne, postanowił stworzyć patronusa i wysłać go z prośba o pomoc do Pottera i Weasleya. Usiadł przy stole w kuchni i właśnie wtedy zobaczył kartkę, spoczywającą pod misą z owocami.


”Hermiona przywitała wolność.

H.P.”


Co to za dziwna wiadomość. Czy z nim nie była wolna? Przecież mieli plany, przecież obiecała, że da im szansę. Co on tym razem spieprzył, że znowu miało mu nie wyjść? Poczuł jak cała jego pewność siebie, nagle znika. Nie miał już siły na więcej. Ile zwykły człowiek może znieść? Niewiele myśląc spakował swoje rzeczy i jednym machnięciem różdżki wysłał je do przyjaciela od którego właśnie przybył. Sam napisał krótką wiadomość licząc na to, że Hermiona wróci po swoje bagaże. Był rozgoryczony, postanowił się upić i zapomnieć.

***
Wróciła do ich małego domku następnego dnia. Była pełna nadziei, już nie mogła się doczekać, kiedy podzieli się radością z Draco. Zdała sobie sprawę, że więcej niż chętnie wyjedzie z nim na kilka tygodni, może miesięcy i wreszcie zacznie swobodnie korzystać z życia. U boku tego człowieka, choć z pozoru zimnego i zapatrzonego w siebie, a w rzeczywistości zagubionego, czułego i wyrozumiałego, mogła znaleźć szczęście. Szybko zorientowała się, że go nie ma w domu. Trochę zawiedziona faktem, że na nią nie czekał poszła zrobić sobie coś do picia z postanowieniem, że cierpliwie poczeka na jego powrót. Gdy przeczytała zostawioną przez blondyna kartkę, szybko pobiegła na górę. Po Malfoyu nie został nawet ślad. Usiadła na schodach i zaczęła szlochać. Czemu teraz, gdy wszystko miało być piękne, łatwe i przyjemne, znowu spotkał ją zawód? Znowu zaufała i po raz kolejny się zawiodła. Ale nie, teraz nie będzie tchórzem, teraz nie zostawi swojego życia i nie zamknie się w skorupie. Jej pancerz był za ciasny, ona potrzebowała oddychać pełną piersią. Nie pozwoli na to, żeby przeszłość ją dosięgła, nie podda się.  
Będzie walczyć.

***
Rok później


Zorientowała się, że wrócił do domu. Widziała oczami wyobraźni jak nie zapalając światła, przeszedł przez salon. Brzdęk szkła podpowiedział jej, że wziął kieliszki z kuchni co oznaczało, że w jego ręku znajdował się też alkohol. Usłyszała ciche przekleństwo, poprzedzone głuchym stuknięciem. Uśmiechnęła się na myśl o tym, że z pewnością Draco uderzył się o jakiś mebel. To krew Blacków krążąca w jego żyłach, czasami dawała o sobie znać. Bywał niezdarny, ale nigdy by się do tego nie przyznał. Tak jak nigdy nie zgodził się z nią gdy mu tłumaczyła, żeby zapalał światło po przekroczeniu progu domu. Nie wiedziała czemu, ale to co sobie wyobrażała strasznie ją rozbawiło. Była pewna, że znowu po omacku szukał czegoś co sobie zaplanował. Wiedziała, że Malfoy nie jest już takim człowiekiem, którym był kiedyś w szkole. Złośliwość i okrucieństwo rozpłynęły się gdzieś w ludzkich odruchach.Teraz jest taki jak inni, zwyczajny. Potrafi założyć szatę tyłem na przód, ochlapać się wodą gdy odkręca za mocno kran i jak każdy inny czarodziej, idąc po ciemku, nieuważnie trafić nogą w kanapę. Nie jest idealny, nie jest perfekcyjny, jest zwykłym człowiekiem, jednym z wielu, ale dla niej jest całym światem.

Słysząc delikatny dźwięk, domyśliła się, że ostrożnie łapie za klamkę, zapewne po to, żeby jej gwałtownie nie obudzić. W końcu zbliżała się północ.

– Szukałeś mnie? – zapytała cicho, nie chcąc go przestraszyć.

– Przecież wiesz, że ja ciebie codziennie szukam, Granger. A jak wreszcie znajduję to nie mogę uwierzyć, że jeszcze ode mnie nie odeszłaś.


KONIEC

28 maja 2015

Miniaturka Więźniowie przeszłości cz.III



Część III


Rozwiązanie zagadek


Była zła. Nie, to nie jest odpowiednie określenie. Była wściekła. Nie mogła uwierzyć w to co się stało, nie potrafiła zrozumieć jakim cudem dała się tak łatwo wrobić, była zawiedziona i rozczarowana zdradą przyjaciół. Kolaboranci cholerni. Udało im się wyprowadzić ją w pole. Ją. Hermonę Granger. A podobno była inteligentna. Gówno prawda. Gdyby była, to by przewidziała wszystko. Tak się kończy ufanie facetom. Och już ona im pokaże. Pożałują. Wszyscy, jak jeden.

Musiała jednak przyznać, że zrobili to pięknie. Pomyśleli o wszystkim, niczego nie zostawili przypadkowi. Zdała sobie sprawę, że w tak szeroko zakrojoną akcję, musiało być zaangażowanych więcej osób. Ron, Harry i Malfoy. Ci trzej stanowili mózg operacji, to jasne. Ten ostatni grał na dwa fronty. Z jednej strony knuł i wcielał w życie jej plan, a z drugiej kombinował tak, żeby zrealizować pomysły własnego autorstwa. Prawdę mówiąc, takie zachowania miał przećwiczone i dopracowane do poziomu doskonałości. Skoro wywiódł w pole Voldemorta, to jakie szanse miała taka Hermiona? Ale kto jeszcze? Była pewna, że Harry nie odważył się na zdradzenie planu komukolwiek ze swojej pracy. Aurorzy pełniący służbę w Azkabanie, choć pozostawali jego podwładnymi, nie mogli brać w tym udziału. Harry by tak nie ryzykował, tym bardziej, że nie byli to w pełni wykwalifikowani tropiciele czarnoksiężników, a jedynie stażyści. Wiedziała, że Harry w pełni ufa niewielu ludziom, a do tego kręgu, na pewno nie zaliczają się osoby będące w trakcie trzyletniego szkolenia. No, ale jak wytłumaczyć fakt, że podczas ucieczki, nie natknęli się na nikogo? Zwykle korytarze tej części twierdzy patrolowało przynajmniej kilku strażników. Przy wyjściu też zawsze był ktoś obecny, a w noc ich ucieczki, nagle wszystkich wymiotło. Choć była wtedy pod działaniem Imperiusa, doskonale pamiętała, że oprócz jej, Malfoya i Rona nikogo nie było. Musi się tego dowiedzieć, bo choć nie miało to w tym momencie znaczenia, bardzo ją ten fakt intrygował. Przejdźmy dalej. Hipogryf był oczywiście sprawką Hagrida. Stary, dobry Hagrid. Był z pewnością zachwycony możliwością pomocy i to w tak fantastyczny sposób. Cóż, sprawdzone sposoby są najlepsze. Tym kierowała się konstruując swój plan z eliksirem wieloskokowym, więc nie dziwiła się Malfoyowi, że wykorzystał wiedzę o brawurowej ucieczce Syriusza z Hogwartu. Dobrze, że nie przysłali Kłębolota. Hermiona była pewna, że Dziobek pamiętał Ślizgona i nie uległby tak łatwo. W miarę jak skupiała się na szczegółach ucieczki, docierało do niej, że wszyscy bardzo ryzykowali. Dla niej. Dla jej lepszego życia. Byłaby im pewnie wdzięczna, gdyby sama nie miała innych planów.


– Nad czym tak myślisz, Granger? – Draco Malfoy przyglądał się kobiecie siedzącej na parapecie okna. Znajdowali się  w małej, mugolskiej wiosce. Dom w którym zamieszkali, leżał na odludziu, co było konieczne mimo otoczenia go wieloma zaklęciami ochronnymi w tym najpotężniejszym, Zaklęciem Fideliusa. Strażnikiem tajemnicy został Potter, więc szansa na ich wytropienie, była naprawdę znikoma. Jednak Hermiona, po zdjęciu z niej zaklęcia Imperio, nie przejawiała najmniejszej ochoty na współpracę i Malfoy dziękował w duchu Merlinowi, że ma do dyspozycji różdżkę co daje mu możliwość odcięcia się od krzyków kobiety. Sam był średnio zadowolony z komfortu jaki zapewniał maleńki, w jego mniemaniu, domek. Cztery pokoje, kuchnia i dwie łazienki. Grubo poniżej jego oczekiwań, ale do czasu wydostania złota z zagranicznego banku, był skazany na tę klitkę. Obiecał Potterowi i Weasleyowi zająć się tą zbzikowaną szlamą, jak w myślach nazywał swoją współlokatorkę, i nie umiał zliczyć razy, kiedy tego żałował. Już chyba lepszym rozwiązaniem byłoby małe tete a tete z dementorem. Granger była uparta bardziej niż pamiętał, pyskata i nie okazywała mu szacunku do którego był przyzwyczajony. Całkowite przeciwieństwo jego żony. No, ale jak miał być szczery, to nie najszczęśliwsze porównanie, biorąc pod uwagę fakt, że ta druga chciała go wykończyć. Gryfonka przynajmniej była szczera.


            Kobieta widać nie miała zamiaru odpowiadać na uprzejmości ze strony Ślizgona, co on przyjął z niejakim zniecierpliwieniem, które wyraził na głos.


– Mogłabyś jednak zachowywać się w sposób chociażby poprawny, odrobiną wdzięczności też nie pogardzę.


– Może mam jeszcze płukać twoje gacie w strumieniu, śpiewając przeboje Celestyny?!


– Nie zaszkodziłoby ci. – Dobrze, że miał refleks, bo w jego stronę poszybowała paprotka, do tej pory grzecznie stojąca na parapecie. Lepsze to niż zaklęcie. – Nie bądź taka ostra, próbuję być dla ciebie miły.


– Ty jesteś tego typu czarodziejem, co jak jest miły, to znaczy, że albo ci właśnie wyciąga sakiewkę z kieszeni, albo mierzy różdżką w plecy.


– Wiesz co, jak ja cię tak czasami słucham, to zaczynam się zastanawiać czy mój ojciec przypadkiem dziewięć miesięcy przed twoim urodzeniem twojej mamuśki nie spotkał...


– To miał być komplement czy ubliżenie? Bo jakoś mało przejrzyście ci wyszło, biorąc pod uwagę fakt umiłowania jakim twój ojczulek darzył mugoli.


– Nie czepiaj się mojego ojca. Szumowina z niego była, ale jednak człowiek.


– Mam poważne wątpliwości.


– Słuchaj, męczę się tu dla ciebie…w tym…, w tym czymś co nosi wątpliwe miano domu…


– A co ci się tu nie podoba?


– Jest ciasno, brudno, gorzej niż w podrzędnym hotelu bez gwiazdek…

– Dom to nie koniak, a ty nie astronom, żeby się na gwiazdki oglądać. Przesadzasz jak zwykle, wystarczy kilka gospodarskich zaklęć i będzie całkiem przytulnie.

– Nadal będzie ciasno.

– To powiększ sobie sypialnie jeżeli cztery pokoje to dla ciebie zbyt mało i przestań się zachowywać jak rozkapryszony bachor!

– Ja się tak zachowuję? A kto siedzi z nosem przy szybie i nie raczy się odezwać? Wielka pani nieszczęśliwa, bo tłum ludzi ryzykował swoje własne życie, żeby szanowna niezadowolona mogła jeszcze skorzystać ze swojego!

– Ty, ty, ty imbecylu, ty! Nikt wam nie kazał mnie stamtąd wyciągać, nie prosiłam się, mogłeś się trzymać mojego planu!

– Granger, przyznaj, że ty tak się do intrygi w rękawiczkach nadajesz, jak ja do mugolskiego baletu.

– I kto to mówi?! Pewnie szwadron aurorów depcze nam po piętach – postanowiła go sprowokować, jeżeli jej się powiedzie, dowie się więcej niż chcieli jej z początku wyjawić.

– Tak uważasz? Myślisz, że tylko ty potrafisz knuć? Rozumiem, że nie ufasz mojej inteligencji, ale myślałem, że znasz Pottera.

– A co niby on ma do rzeczy?

– Chyba nie sądzisz, że sam to wszystko wymyśliłem? Albo może, że Wiewiór to taki bystrzacha? Potter to większy cwaniak i szuja niż mogłem kiedykolwiek przypuszczać.

– Szuja, ale jaka zdolna – zawołała z triumfem i wyraźną dumą.

– Oczywiście, teraz wszystkie zasługi przypisujesz Bliznowatemu. Nie wierzę, że to mówię, ale ja i Weasley nie staliśmy z założonymi rękoma.

– Ale z pewnością Harry najwięcej ryzykował!

– Możliwe.

– No dobra, to opowiesz mi jak to wszystko zorganizowaliście? – Postanowiła wziąć go trochę pod włos. Jej ciekawość była silniejsza niż samodestrukcyjne założenia, więc przesiadła się na fotel i przywołała dwa kubki z parującą herbatą, które zgrabnie wylądowały na pobliskim stoliku. Mężczyzna usiadł na drugim fotelu i sięgnął po kubek.

– Herbata? – prychnął, – nie ma nic mocniejszego?

– Tylko piwo kremowe.

– Niech będzie, Accio piwo kremowe. – Dwie butelki kremowego napoju wylądowały tuż obok kubków z herbatą, które za pomocą odsyłającego zaklęcia, za chwilę poderwały się do góry i poszybowały w stronę kuchni. – No więc, co chcesz wiedzieć?

– Domyślam się powodu jakim Ron wytłumaczył swoją obecność w twierdzy o tak późnej porze. Pamiętam, że rzucił na mnie zaklęcie Imperio i że kazał wypić eliksir wielosokowy. Domyślam się, że człowiekiem prowadzącym mnie pod rękę byłeś ty, pod działaniem tego samego eliksiru. Nie rozumiem jednak jakim cudem, w naszej części twierdzy nie spotkaliśmy nikogo żywego? Rozumiem, że dementorzy byli przekonani, że Ron eskortuje nas ze względu na późną porę odwiedzin. Nie dziwi mnie fakt, że nie zwrócił uwagi na to, że Ron przybył do więzienia sam, bo zapewne byli przekonani, iż my-odwiedzający, po prostu przybyliśmy tu wcześniej, jeszcze w porze odwiedzin. Jednak jak możliwe, u licha, że nikt nie zauważył, że zniknęliśmy? Cele zostały puste.

– Cieszę się, że o to pytasz, bo to był mój pomysł. Prawda, że genialny? Wiewiór przybył do Azkabanu długo przed kolacją, na widzenie z pewną osadzoną. Tak szczęśliwie się złożyło, że zdobył jej włos i niepostrzeżenie dodał środka na przeczyszczenie do wody, którą zaproponował do picia, żeby ją wyeliminować na czas całej akcji. Potem się dowiedział, że Fred dał mu środek będący dopiero w fazie testów i ta kobieta wylądowała w więziennej izbie przyjęć, jednak stwierdzono po prostu zatrucie pokarmowe. Wracając do młodszego Weasleya, podszywając się pod tę kobietę, wsypał nasennego środka do jedzenia więźniów. Natomiast Potter, jako dobry przełożony, dostarczył strażnikom miód pitny, który mieli niby pilnować, bo był z przemytu czy coś.  Wiedział, że nie omieszkają go spróbować, nieznacznie zachęceni przez Pottera. Nie przewidzieli jednak, że w miodzie znajduje się również eliksir słodkiego snu. Spili się jak przysłowiowe świnie i żaden nic nie pamięta. Mało brakowało, a strażnik przy wyjściu, pozostałby trzeźwy, ale na szczęście dosięgła go plotka o szykującej się popijawie. Chyba Weasley i Potter za głośno rozmawiali o zapasie, jaki Bliznowaty zostawił  swoim pracownikom.

– Muszę przyznać, że to było proste i dzięki temu, genialne. – Z trudem przyznała Hermiona.

– Dziękuję. Czy coś jeszcze wzbudza twoje wątpliwości? Jak się domyślam, wiesz, że dzięki uprzejmości tego… znaczy Hagrida, mieliśmy szansę uciec od razu, nie ryzykując podróży do miejsca umożliwiającego teleportację. Ten…dom, – kontynuował rozglądając się z niesmakiem – jest otoczony silnymi zaklęciami zwodzącymi i chroniony Fideliusem, którego strażnikiem jest Potter. Musimy poczekać, aż sprawa z twoim zniknięciem trochę przycichnie, bo Minister nie jest tak głupi, żeby wierzyć w przypadek i podejrzewa twojego przyjaciela o współudział, nie ma jednak dowodów. Mamy szczęście, że nie chce dopuścić do skandalu i negacji swojej reformy więziennictwa. W końcu to on nalegał na usunięcie większości dementorów z Azkabanu, więc będzie utrzymywał pozory do czasu twojego uniewinnienia. Inaczej rzucą go dziennikarzom na pożarcie. Wyrok ma być wydany zaocznie. W razie wątpliwości, młoda Weasley ma się pod ciebie podszywać, choć nie do końca jest dla mnie jasny sposób dostarczenia jej np. z Azkabanu na rozprawę, ale to już nie nasze zmartwienie.

– Zaraz, zaraz. Czemu cały czas mówisz tylko o moim zniknięciu? A co z tobą? Jeżeli się nie mylę, to miałeś być ucałowany o zachodzie słońca w dniu, w którym mnie porwaliście.

– Czytaj – Malfoy ignorując oskarżenie kobiety, wyciągnął z kieszeni jakiejś papiery, w których Hermiona rozpoznała złożone strony Proroka Codziennego.

„Wczoraj, o zachodzie słońca, w Azkabanie, miała wreszcie miejsce, całkowicie zasłużona egzekucja byłego śmierciożercy Dracona Malfoya. Osadzony w więzieniu niespełna miesiąc temu, za zabójstwo z zimną krwią swojej żony, został ucałowany przez dementora. Tak się szczęśliwie złożyło, że dementor trochę zbyt mocno przyłożył się do swojego zadania w skutek czego, morderca zmarł z wycieczenia tuż po wykonaniu wyroku. Mała strata dla naszego świata, jednak szkoda, że tak gorliwy „pracownik” jakim okazał się rzeczony dementor, został usunięty z twierdzy na zawsze. Przypomnijmy, że Draco Malfoy w czasach panowania Tego-Którego-Imię-Już-Wolno-Wymawiać…”

– Jak coś takiego czytam, to się czuje w twojej obecności jak arabski murzyn żydowskiego pochodzenia  Hermiona wzdrygnęła się malowniczo.

– Nie masz się czego obawiać, poza faktem ubicia swojej żony, jestem czysty jak łza.

– Akurat, raczej jak kałuża błota.

– Sama widzisz, że to stek bzdur!  Przekonywał Ślizgon.

– No widzę, widzę. Już się tak nie bulwersuj. Powiedz mi, jak to zrobiliście? Chociaż nie! Już wiem! Ron popisał się jeszcze jednym, celnym Imperiusem?

– Akurat to był Potter,  stwierdził mężczyzna  ale nie robi to żadnej różnicy. Auror mający być obecny przy wykonaniu wyroku, zeznał tak jak przeczytałaś. Oficjalnie jestem trupem pogrzebanym gdzieś pod więziennym murem, bo nikt nie zgłosił się po zwłoki na czas, a twoje zniknięcie, zostało umiejętnie zatuszowane przez samego Ministra, bojącego się o swój stołek. Zapewne uniewinnienie jest tylko kwestią czasu, więc przy odrobinie szczęście, nikt się nie zorientuje, że wyfrunęłaś z klatki trochę wcześniej. Jeżeli Kingsleyowi zależy na spokoju, to sam przychyli się do oficjalnego uznania twojej niewinności. Ze strony strażników nic nam nie grozi, bo ci którzy są w stanie dodać dwa do dwóch, nie mogą się przyznać, że pili na służbie, byłby to koniec ich kariery. Więźniowie smacznie spali, a Weasley ma dobre alibi, przed innymi pracownikami więzienia co potwierdzą dementorzy, którzy nie mając oczu, nie byli w stanie rozpoznać, czy faktycznie jesteśmy rodzicami tego więźnia o którym wspominał im Wiewiór.

– Faktycznie, pomyśleliście o wszystkim. Szkoda tylko, że nie wzięliście pod uwagę mojej psychiki.

– Ty się swoją psychiką nie przejmuj. To jest urządzenie o prostej konstrukcji. Tam nie ma się co zepsuć  sarkazm wręcz kapał z jego wypowiedzi.

– Jeszcze jedno słowo Malfoy, a sok dyniowy z ceremonii przydziału ci się odbije.

– Uspokój się, po prostu uważam, że poza murami Azkabanu zaczniesz przytomnie myśleć.

– Ty musisz zrozumieć, że ja naprawdę chcę odejść, że ze mną jest koniec, że jest w ogóle nul, masakra, nic, zero i że nie zatrzymasz mnie na tym świecie  Gryfonka zaczęła biadolić.

– Mówże składniej jakoś, bo tylko sens ogólny załapałem   zirytował się ponownie Malfoy.

– A co ja, Beedle’y jestem jakiś, czy inna Szymborska?  obruszyła się Hermiona.

– Co to „szymborska”? To coś z szyszymorą?

– Może piękna nie była, ale to rzecz gustu. Wisława Szymborska to osoba, jest polską noblistą w dziedzinie literatury – kobieta nie umiała ukryć politowania w tonie swojego głosu.

– To skąd o niej wiesz?

– No, to chyba oczywiste? – Hermiona nie mogła wyjsc z podziwu, że jej rozmówca ma jakieś wątpliwości. – Nagroda Nobla to najwyższe wyróżnienie w mugolskim świecie. Wypada wiedzieć cokolwiek o jej laureatach.

– Nobel był przecież czarodziejem, wynalazł zaklęcie wysadzające Confringo – stwierdził Malfoy.

– W głowę się uderzyłeś? Owszem, wynalazł dynamit, był bardzo zdolny, ale z pewnością był mugolem.

– Tak ci się tylko wydaje – Draco poczuł się pewniej– Jego rodzina pochodziła od Olofa Rudbecka, XVII-wiecznego szwedzkiego lekarza, przyrodnika i pisarza, profesora uniwersytetu w Uppsali. Ojciec Alfreda, Immanuel Nobel był inżynierem i wynalazcą, który budował mosty i budynki w Sztokholmie. W związku ze swoją pracą konstruktorską eksperymentował także z różnymi technikami wysadzania skał. Matka Alfreda, Andriette Ahlsell, pochodziła z zamożnej czarodziejskiej rodziny. Z powodu niepowodzeń w swojej pracy, wywołanych utratą kilku barek z materiałami budowlanymi, Imanuel zbankrutował w tym samym roku, w którym urodził się jego syn, Alfred. W 1837 roku Immanuel Nobel opuścił Sztokholm i porzucił swoją rodzinę, by rozpocząć nową karierę w Rosji. Andriette Nobel, która wcześniej wyrzekła się czarów w imię miłości, otworzyła sklep spożywczy, który przynosił skromny dochód, ale wystarczał żeby utrzymać rodzinę. W tym czasie jej mąż odniósł sukces w swoim nowym przedsięwzięciu w Sankt Petersburgu, który polegał na budowaniu min morskich. Immanuel Nobel był także pionierem w produkcji broni i w projektowaniu silników parowych. Widząc sukcesy Nobla i upadek swojej córki, ojciec Andriette teleportował się do Sankt Petersburga, odszukał zięcia i rzucił na niego kilka trafnych zaklęć, zmuszając go tym samym do ściągnięcia do siebie swojej rodziny. Dziadek zatroszczył się o właściwą edukację czterech wnuków, a szczególną opieką otoczył Alfreda, który jako jedyny z rodzeństwa odziedziczył zdolności magiczne po matce. Młody Nobel nigdy nie uczęszczał do żadnej z czarodziejskich szkół, ale był bardzo zdolny i chętnie chłonął wiedzę od dziadka i matki. W wieku 17 lat był biegły w szwedzkim, rosyjskim, francuskim, angielskim i niemieckim. Jego główne zainteresowania skupiały się wokół eliksirów, transmutacji i zaklęć, jednak ojcu w akcie desperacji wmówił, że interesuje się literaturą i poezją. Widząc wściekłość ojca, dodał, że lubi również chemię i fizykę. Immanuel, który chciał, by synowie dołączyli do jego przedsięwzięcia jako inżynierowie, nie podzielał zainteresowania Alfreda poezją i odkrył, że ten jest człowiekiem zamkniętym w sobie, choć nigdy nie domyśliłby się, jaką tajemnicę skrywa syn. By poszerzyć horyzonty Alfreda, ojciec posłał go za granicę na studia inżynierii chemicznej. Nie wiedział, że młodzieniec w tym czasie rozwija swoje umiejętności magiczne nawiązując kontakt ze znanymi w tamtych czasach czarodziejami. Podczas dwóch lat Alfred Nobel odwiedził Szwecję, Niemcy, Francję i USA gdzie uzupełniał wiedzę i szlifował czary. W Paryżu pracował w prywatnym laboratorium mistrza eliksirów Pelouze'a, sławnego również w mugolskim świecie w dziedzinie chemii. Tam spotkał młodego włoskiego chemika Ascanio Sobrero i – 3 lata później – wynaleźli nitroglicerynę. Alfred Nobel, został pominięty jako wynalazca, co zakończyło jego przyjaźń z Sobrero.  Natchnięty odkryciem, sam postanowił popracować nad zaklęciem niszczącym. Mimo, że eksperymenty prowadził w tajemnicy, podczas jednej z prób zginął jego ówczesny przyjaciel. Nobel się załamał i porzucił magię. Jego natura i pociąg do wysadzania sprawiły jednak, że zainteresował się możliwością użycia nitrogliceryny w pracach konstruktorskich. Nie chciał ryzykować i zadbał żeby problemy bezpieczeństwa przy wybuchu zostały rozwiązane.  Opracował metodę kontrolowanego wybuchu nitrogliceryny. Swój…

– Dobrze, dość. Wierzę. Wierzę, że był czarodziejem, tylko skończ już ten wykład. Jesteś gorszy od Binnsa!  Hermiona przewróciła oczami.

– Teraz to mnie prawie uraziłaś, ja się tu produkuję, żeby uzupełnić twoją wiedzę, a tu zero wdzięczności z twojej strony  Draco postanowił udawać obrażonego.

– Już mi to dziś mówiłeś. Jak tak bardzo chcesz, żebym była ci za coś wdzięczna, to załatw coś mocniejszego, bo mam ochotę się napić. Za dużo ostatnio się dzieje jak dla mnie.

– Co ty nie powiesz?  zironizował Ślizgon.  Ale masz rację, coś mocniejszego by się przydało. Nie mogę uwierzyć, że ta propozycja wyszła od ciebie.

– Inteligentni ludzie są często zmuszani do picia, by bezkonfliktowo spędzać czas z idiotami.

Cdn...